Geopolityka Historia Konflikty

Wojny były, są i będą…

12 grudnia 2017

author:

Wojny były, są i będą…

Wszystkie państwa dążą do zapewnienia sobie bezpieczeństwa, mają w tym wspólny cel, aby przetrwać w niesprzyjających warunkach. Zasadniczy podział między nimi istnieje w postrzeganiu zewnętrznego otoczenia. Dla jednych z nich będzie ono optymalne, dla drugich nie do zaakceptowania.

W pierwszym przypadku, państwa uczynią wszystko, włącznie z użyciem siły, aby zachować swój status quo, w drugim, będą zmierzały do zmiany istniejących warunków. Zmiana pozycji oznacza dla dominujących mocarstw ogromne koszty, strach wobec tego następstwa nieuchronnie popycha je ku wojnie. Z kolei logiczna rezygnacja z rewizjonistycznych zamiarów, które zawsze determinują największe potęgi w kierunku większych korzyści jest niemożliwa, z samej genezy i natury państwa. Według tego paradygmatu mocarstwa rewizjonistyczne zrobią wszystko, co tylko jest możliwe, aby osiągnąć swoje ekspansywne cele, nawet za cenę wojny. Tragizm tej sytuacji był wiele razy odnotowywany w historii stosunków międzynarodowych.

W jaki sposób pojawiają się obie kategorie państw? Ich geneza tkwi w niepohamowanej pogoni za potęgą. Niemniej należy pamiętać, że ów potęga nie jest celem samym w sobie, stanowi ona narzędzie umożliwiające przetrwanie. Tak więc wojny wynikają ze strachu przed utratą siły lub nie wykorzystania możliwości wejścia w jej posiadanie. W tym sensie nieustępliwy wyścig za lepszym status quo oznacza, że mocarstwa są skłonne wyczekiwać sprzyjających okazji, aby dokonać rozwiązania kryzysu na swoją korzyść. Z natury rzeczy wielkie potęgi nie przepuszczą żadnej szansy, jeśli tylko posiadają ku temu stosowne możliwości w zdobyciu większego udziału w redystrybucji siły, jak i stworzenia nowego stanu równowagi. Z samej natury są one przygotowane na taką sytuację przez posiadanie ofensywnych zdolności militarnych. Wielkie mocarstwa nie tylko poszukują okazji poprawienia własnej pozycji kosztem innych państw, ale także próbują udaremnić rywali zdecydowanych na zwiększenie swojej roli w strukturze systemu międzynarodowego. Zatem mocarstwa będą broniły wszelkimi dostępnymi sposobami swojego stanu posiadania wobec potencjalnego ryzyka wyłonienia się nowego układu sił, który może być niekorzystny zarówno dla schodzącego hegemona, jak i grupy związanych z nim państw.

Co powoduje, że wielkie mocarstwa zachowują się w ten sposób? Odpowiedź związana jest bezpośrednio ze strukturą systemu międzynarodowego, który bezwzględnie zmusza aktorów do poszukiwania bezpieczeństwa przez działania nacechowane otwartą agresją wobec siebie. Trzy zasadnicze cechy systemu międzynarodowego przyczyniają się w największym stopniu do tego, że państwa odczuwają permanentny strach w relacjach między sobą. Po pierwsze, brak centralnej władzy osadzonej ponad nimi, która mogłaby je chronić. Po drugie, prawie wszystkie państwa, również neutralne, posiadają ofensywne zdolności militarne. Po trzecie, aktorzy nigdy nie są pewni intencji innych podmiotów. To powoduje stałe poczucie zagrożenia o własną egzystencję zmuszające ich do zmagania się z odwieczną zasadą, im większą posiadasz potęgę w wielkościach relatywnych wobec swoich rywali, tym większe masz szanse na przetrwanie w anarchii systemu międzynarodowego. W rzeczywistości najlepiej jest posiadać pozycję hegemona, ponieważ takiej potędze nikt nie może de facto zagrozić.

Czym jest potęga i do czego służy? To kolejne ważne pytanie. W stosunkach międzynarodowych nie istnieje definicja „potęgi”, choć jest to jedno z najważniejszych pojęć w odniesieniu do rozważań teoretycznych i empirycznych. W literaturze przedmiotu najczęściej składa się ono z dwóch podstawowych czynników. W pierwszej kolejności wymienia się czynniki społeczno-gospodarcze, w drugiej strategiczno-militarne. W rzeczywistości struktura, różne aspekty i wielowymiarowy podział „potęgi” jest bardzo skomplikowany i można uznać, że nawet na gruncie wskazanej nauki postać i właściwości tego pojęcia nie zostały jeszcze do końca odkryte. Do pewnego stopnia „potęga” ma charakter ewolucyjny i jest dość płynna w zależności od splotu wielu różnych obiektywnych przesłanek, których raczej nie można przewidzieć. Do czego służy „potęga”? Najkrótszą odpowiedź można sprowadzić, iż jest ona podstawą realizacji interesów narodowych. Niemniej jest to dość ogólne ujęcie problemu. Aby bliżej tej kwestii się przyjrzeć należy poświęcić temu nie co więcej uwagi.

Potęga generalnie służy do osiągania celów politycznych. Z kolei cele polityczne są ostatecznym wynikiem natury samego państwa i jego społeczeństwa. Do osiągnięcia celów politycznych można wykorzystać potęgę ekonomiczną bądź militarną. W jednym i drugim przypadku mamy do czynienia z przymusem, jak i podbojem. Choć to pierwsze jest tańsze i bardziej atrakcyjne z punktu moralnego, jak i społecznego. Jednak to drugie, pomimo większych kosztów, jest czasami nieuchronne, aby można było mówić o jakiejkolwiek skuteczności. Dla lepszego wyobrażenia sobie do czego służy potęga państwa ograniczymy się tylko do jednego jej aspektu, czyli militarnego, który może być użyty zarówno w sytuacji wymuszania określonych zachowań państw trzecich, jak i ich podboju.

Jak funkcjonuje wskazany „przymus” i „podbój” w obszarze potęgi militarnej państwa? Na początku należy uściślić czym jest potęga militarna. Zasadniczo w nauce o stosunkach międzynarodowych pojęcie to składa się z czterech rodzajów sił zbrojnych, armii (wojsk lądowych), sił powietrznych, sił morskich i nuklearnych. Z tych czterech rodzajów zasadniczą potęgę posiadają armie, które odgrywają najważniejszą rolę z punktu widzenie siły ofensywnej państwa. Zatem siły zbrojne państw, choć nie wszystkich, są skoncentrowane przede wszystkim na rozwoju wojsk lądowych, które także obejmują siły powietrzne i morskie, niemniej jedynie jako wsparcie np. transport piechoty morskiej przez oceany, morza bądź większe lub mniejsze przejścia morskie. W tym sensie okręty wojenne posiadają zdolności, aby rzutować siłę lądową na wybrzeża wrogich państw. Podobnie jest z siłami powietrznymi, które również posiadają możliwość transportu wojsk, niemniej w ich przypadku ważniejsze jest to, że lotnictwo bojowe może skutecznie razić przeciwnika z powietrza, pomagając tym samym wydatnie armiom operującym na lądzie. Według takiego podejścia zarówno misje morskie, jak i powietrzne jedynie asystują armii i nie są one niezależne. Zatem misje te można wpisać do rubryki pod nazwą armia (wojska lądowe).

Armie mają najważniejsze znaczenie w prowadzeniu wojen, ponieważ to one stanowią główny instrument podboju i kontroli terytorium, które dalszym ciągu stanowi najważniejszy cel polityczny w świecie państw terytorialnych. Zarówno siły morskie, jak i powietrzne nie posiadają właściwych sobie cech, aby móc skutecznie opanować przestrzeń lądową przeciwnika. Jak wskazał jeden ze sławnych brytyjskich strategów morskich Julian Corbett odnośnie relacji między armią, a marynarką wojenną „Od kiedy ludzie żyją na ziemi, a nie na morzu, wielkie kwestie w czasie wojny pomiędzy narodami są rozstrzygane – z wyjątkiem niewielu przypadków – albo przez armie działające przeciwko terytorium wroga i jego organizacji życia społeczno-gospodarczego, albo przez strach, że flota wojenna może stworzyć im sprzyjające warunki”. Corbett stosował swoją logikę zarówno do sił powietrznych, jak i potęgi morskiej.

Jednakże, siły morskie i powietrzne nie muszą działać, jako element zwiększający zdolności operacyjne armii. Z tych dwóch pierwszych, każda może niezależnie rzutować własne zdolności przeciwko wrogowi. Jak wielu marynarzy i lotników z entuzjazmem lubi to podkreślać. W tym sensie marynarka wojenna może całkowicie zignorować to, co się dzieje na polu bitwy i blokować wrogie państwa, podczas gdy siły powietrzne mogą panować nad linią frontu i zrzucać bomby na terytorium przeciwnika. Zarówno morskie blokady, jak i bombardowania strategiczne szukają zwycięstwa przez zmuszenie adwersarza do poddania się, zanim armia odniesie zwycięstwo na froncie. Szczególny cel stanowi to, aby przeciwnik poddał się, albo z powodu wyczerpania ekonomicznego, czyli skutecznego podkopania jego zdolności do prowadzenia dalszych działań wojennych, albo przez ogromne wyczerpanie moralne – cywilnej populacji.

Jednak pomimo twierdzeń Douhet’a i Mahan’a ani powietrzna ani morska potęga nie posiada de facto zdolności do wygrywania wojen samodzielnie. Należy zdecydowanie zaznaczyć, że żaden z tych wymuszających instrumentów potęgi militarnej nie może wygrać konfliktu zbrojnego na dużą skalę, tym bardziej jeśli biorą w nim udział wielkie mocarstwa. Główna przyczyna sprowadza się do trudności wywarcia skutecznego przymusu na przeciwniku. Szczególnie trudno jest naruszyć podstawy lub zniszczyć gospodarkę wroga jedynie przez morską blokadę lub strategiczne naloty. Ponadto przywódcy współczesnych państw, tak jak ich narody, rzadko są chętne do kapitulacji nawet pomimo ponoszenia ogromnych strat materialnych i humanitarnych. Chociaż blokady morskie, jak i strategiczne bombardowania nie mogą przynieść pożądanego efektu końcowego, to jednak czasami mogą pomóc armii w uzyskaniu zwycięstwa przez poważne wyrządzenie szkód w strukturze przemysłowej nieprzyjaciela, która zawsze stanowi podstawę jego wojennej machiny. Niemniej należy pamiętać, iż zdolności operacyjne tych sił są wydatnie ograniczone i najczęściej odgrywają jedynie rolę pomocniczą.

Armie (wojska lądowe) dominują nad innymi rodzajami sił zbrojnych z kilku powodów. Tylko one mogą łatwo pokonać wroga. Blokady morskie, jak i strategiczne bombardowania nie przynoszą szybkiego i zdecydowanego zwycięstwa. Szczególnie jeśli w takim konflikcie biorą udział wielkie mocarstwa. Z reguły ten rodzaj państw posiada niezbędne warunki, aby prowadzić długie i wyniszczające wojny. Gwarancję uniknięcia takiej sytuacji daje jedynie armia. Innymi słowy ofensywny potencjał państwa jest osadzony przede wszystkim w potędze wojsk lądowych. Potwierdzenie tej tezy odnajdziemy w zapisie historii największych wojen na świecie na przestrzeni ostatnich dwustu lat, który zostanie przedstawiony poniżej.

W okresie 153 lat, rozciągających się na przestani trzech stuleci XVIII, XIX i XX w., dokładnie pomiędzy 1792 r., a 1945 r., doszło do dziesięciu wielkich wojen pomiędzy najpotężniejszymi mocarstwami na świecie. Pierwszy okres dotyczy lat 1792-1815 r. – Rewolucji Francuskiej i wojen napoleońskich. Drugi okres dotyczy lat 1914-18 r. – pierwszej wojny światowej. Trzeci okres dotyczy lat 1939-45 r. – drugiej wojny światowej. W ostatnim przypadku wojna objęła nie tylko Europę, ale także Azję.

W następstwie Rewolucji Francuskiej, nowy typ państwa – republika – a następnie Cesarstwo Francji prowadziło wojny przez przeszło dwadzieścia trzy lata przeciwko różnym koalicjom największych europejskich potęg, czyli Austrii, Prus, Rosji oraz Anglii. Wynik prawie każdej z tych wojen był rozstrzygany przez armie na lądzie – nie na morzu. Najlepiej o tym świadczy słynna bitwa morska pod Trafalgar w 1805 r. Pomimo tego, że flota brytyjska zdecydowanie pokonała flotę francuską 21 października 1805 r., sukces ten nie zapobiegł zwycięstwu Napoleona – odniesionego dzień później – nad Austrią w bitwie pod Ulm. Zatem zwycięstwo brytyjskiej floty miało niewielki wpływ na fortunę wojenną Francji na kontynencie. W rzeczywistości w następnych dwóch latach 1806-07 r. armie Napoleona odniosły całą serię największych triumfów w Europie, pokonując Austriaków i Rosjan pod Austerlitz (1805 r.), Prusy pod Jeną i Auerstadt (1806 r.), i ponownie Rosjan pod Frydlandem (1807 r.).

Anglia także zastosowała blokadę morską, na którą odpowiedział Napoleon, niemniej żadne z tych działań nie miało znaczącego wpływu na wynik wojennych zmagań w Europie. W rzeczywistości Anglia ostatecznie została zmuszona do wysłania armii na kontynent, aby walczyć przeciwko wojskom Napoleona w Hiszpanii. W tym znaczeniu zarówno angielska armia, jak i – w jeszcze większym stopniu – rosyjska armia, która zdziesiątkowała Francuzów na rozległej przestrzeni swojego terytorium, były przede wszystkim odpowiedzialne za całkowite pozbawienie Cesarstwa Francji iluzji o zwycięstwie.

Zasadniczy czynnik zwycięstwa podczas I wojny światowej związany był z równowagą potęgi lądowej (balance of land power). O ostatecznym wyniku wojny przesądziły długie i kosztowne bitwy na wschodnim froncie pomiędzy niemieckimi i rosyjskimi armiami, oraz na zachodnim froncie pomiędzy Niemcami, a siłami sojuszniczymi (Anglią, Francją i Ameryką). Niemcy odnieśli ogromne zwycięstwo na wschodzie w październiku 1917 r., kiedy rosyjska armia uległa rozkładowi, a sama Rosja zaprzestała dalszego prowadzenia wojny. Niemcy prawie powtórzyli ten wyczyn na froncie zachodnim wiosną 1918 r., jednak angielskie, francuskie i amerykańskie armie skutecznie ich powstrzymały. W wyniku niemieckiej klęski na Zachodzie I wojna światowa zakończyła się 11 listopada 1918 r.

W trakcie I wojny światowej strategiczne bombardowania odegrały marginalną rolę, jeśli chodzi o końcowy wynik. Z kolei anglo-amerykańska blokada morska Niemców zapewne miała swój udział w zwycięstwie, niemniej był to drugorzędny czynnik. Wielka Wojna w latach 1914-18 r., jak została określona przez historyków, była de facto rozstrzygnięta na lądzie przez miliony walczących żołnierzy w okopach, wielu frontów przecinających wzdłuż i wszerz cały kontynent europejski, zmagających się stron w krwawych bitwach pod Verdun, Tannenberg, Passchendaele i Somą.

Wynik II wojny światowej w Europie i Azji był rozstrzygnięty także w dużej mierze przez bitwy prowadzone na lądzie pomiędzy armiami rywali wspieranych przez siły powietrzne i morskie. Niemiecka potęga lądowa, Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych (Oberkommando des Heeres) – Wehrmachtu, była prawie wyłącznie odpowiedzialna za nagłą falę niemieckich zwycięstw, przeciwko Polsce we wrześniu 1939 r., Francji i Wielkiej Brytanii pomiędzy maj-czerwiec 1940 r. i Związek Sowiecki pomiędzy czerwiec-grudzień 1941 r. Ów fala obróciła się przeciwko III Rzeszy z początkiem 1942 r., a ostatecznie w maju 1945 r., kiedy Adolf Hitler był już martwy, a jego sukcesorzy przyjęli bezwarunkową kapitulację.

Należy pamiętać, iż Niemcy byli zdecydowanie pobici na kontynencie, głównie na froncie wschodnim, przez Armię Czerwoną, ów front zapłacił wysoką daninę krwi, w postaci przygniatającej liczby ośmiu milionów żołnierzy. W tym śmiercionośnym procesie, co najmniej, na każde trzy sowieckie ofiary przypadały cztery niemieckie (w samych walkach pomiędzy rzeką Bug i Odrą zginęło około 600 tys. sowieckich obywateli). Także brytyjskie i amerykańskie armie pomagały pokonać Wehrmacht, ale odgrywały one znacząco mniejszą rolę niż armie sowietów, było to spowodowane głównie tym, iż wojska Aliantów nie zajmowały we Francji żadnych przyczółków, aż do 1944 r., czyli mniej więcej na rok przed zakończeniem II wojny światowej.

Należy nadmienić, iż strategiczne bombardowania Aliantów zakończyły się niepowodzeniem i nie sparaliżowały one niemieckiej machiny gospodarczej, aż do początku 1945 r., kiedy wynik wojny był już rozstrzygnięty. Sama potęga powietrzna nie była w stanie zniszczyć niemieckiej bazy przemysłowej. To właśnie armie Aliantów zbliżające się do III Rzeszy, tak jak na wschodzie armie sowieckie, odegrały kluczową rolę w tym wysiłku. Także siły morskie Amerykanów i Brytyjczyków nakładające blokadę na Niemców miały niewielki wpływ na końcowy wynik wojny. Reasumując, jedyny sposób, aby zniszczyć tak wielką potęgę kontynentalną, jaką były nazistowskie Niemcy, była krwawa walka w lądowych bitwach i w ostateczności terytorialny podbój. Zarówno strategiczne bombardowania, jak i morskie blokady mogły pomóc tylko w ograniczonym zakresie. W rzeczywistości ich wojenny wysiłek miał marginalne znaczenie.

Amerykanie uważają, że azjatycka część II wojny światowej zaczęła się od japońskiego ataku na Pearl Harbor 7 grudnia 1941 r. Jednak Japonia była na wojennej ścieżce w Azji od 1931 r., kiedy podbiła Mandżurię, dużą część północno-wschodnich Chin, zanim Stany Zjednoczone weszły do wojny. Bezpośrednio po Pearl Harbor, Japończycy podbili większą część regionu Azji Południowo-Wschodniej i w zasadzie wszystkie wyspy w zachodniej części Pacyfiku. Japońska armia stanowiła w zasadzie podstawowy instrument podboju, chociaż jej marynarka często była używana do transportu sił lądowych. Japonia także prowadziła strategiczne bombardowania w Chinach, ale były one jednoznacznie nieskuteczne.

W 1938 r. Japonia zaczęła blokadę Chin kontynentalnych, aby odciąć je od dostępu do świata zewnętrznego, co miało przyczynić się wydatnie do redukcji napływu uzbrojenia i innych dóbr do Państwa Środka, które i tak wąskim strumieniem przenikały do 1942 r. Pomimo blokady morskiej i częściowo lądowej, chińskie armie były w stanie utrzymać się na polu bitwy, odmawiając jakiejkolwiek kapitulacji japońskiemu okupantowi. W tym sensie, można bezsprzecznie uznać, że potęga lądowa stanowiła kluczowy czynnik militarnych sukcesów Japonii podczas II wojny światowej.

Wynik wojny odwrócił się w czerwcu 1942, kiedy Amerykanie odnieśli ważne zwycięstwo nad japońską flotą wojenną w bitwie o Midway. W następnych trzech latach, Japonia coraz bardziej traciła siłę wobec prowadzenia wojny na dwa fronty, aby ostatecznie przyjąć bezwarunkową kapitulację w sierpniu 1945 r. W tym kontekście przypadek Japonii jest jednak szczególny. Z pewnością potęga lądowa – przede wszystkim amerykańska – odniosła zasadniczą rolę w pokonaniu Japonii. Niemniej morska blokada japońskich wysp także była decydującym czynnikiem dla dalszego przebiegu wojny. Natomiast strategiczne bombardowania japońskich miast zarówno konwencjonalne, jak i jądrowe, obejmujące Hiroszimę, (zrzucenie bomy uranowej o mocy 12,5 kiloton – 140 tys. liczby zabitych) oraz Nagasaki (w tym wypadku, zrzucenia bomby plutonowej o mocy 22 kiloton – 70 tys. liczby zabitych) powodujące ogromne cierpienie wśród ludności cywilnej, szczególnie w miastach, odgrywało drugorzędną rolę.

Japonia to jedyny przypadek w historii nowoczesnych stosunków międzynarodowych, gdzie czynnik potęgi lądowej nie był wyłącznie odpowiedzialny za określenie ostatecznego wyniku wojny, w którym pozostałe dwa najważniejsze instrumenty przymusu, a więc potęga morska i powietrzna, odegrały większą rolę niż tylko pomocniczą.

Do siedmiu pozostałych wojen między wielkimi mocarstwami, na przestrzeni wskazanych 153 lat, (1792-1945 r.) można zaliczyć wojnę krymską – 1853-56 r., wojnę o zjednoczenie Włoch – 1859 r., wojnę austriacko-pruską – 1866 r., wojnę francusko-pruską 1870-71 r., wojnę rosyjsko-japońską –1904-5 r., wojnę domową w Rosji – 1918-21 r. W tym ostatnim przypadku należy wykluczyć wojnę polsko-rosyjską 1920 r. Po pierwsze, wojna ta stanowiła typowy konflikt terytorialny między dwoma niepodległymi państwami, a nie walką zbrojną między Rosjanami o władzę polityczną w kraju. Po drugie, Polska nie miała statusu mocarstwa. Po trzecie, interwencja Francji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Japonii nie była wymierzona w odrodzone państwo polskie (II Rzeczypospolitą), ale w reżim bolszewicki. Ostatni konflikt to wojna sowiecko-japońska w 1939 r.

Żadna z wymienionych wojen nie obejmowała kategorii strategicznych bombardowań. Jedynie rosyjsko-japońska wojna 1904-5 r. miała znaczący udział komponentu morskiego, chociaż żadna ze stron nie zastosowała blokady morskiej. Floty wojenne powyższych rywali walczyły przede wszystkim o panowanie na morzach, które było ważne, gdyż strona dominująca na akwenach morskich uzyskiwała przewagę w rzutowaniu sił lądowych bezpośrednio na teatr działań operacyjnych. W związku z tym wszystkie wskazane konflikty zostały rozstrzygnięte wyłącznie przez armie ścierające się w bitwach lądowych.

W końcu, wynik głównego konfliktu konwencjonalnego w Europie podczas zimnej wojny w latach 1946/47-89 r., przypadek wychodzący poza przyjęte teoretyczne ramy czasowe lat 1792-1945 r., hipotetycznie w dużej mierze mógł być określony przez wydarzenia na jego centralnym froncie, gdzie wojska NATO i Układu Warszawskiego najprawdopodobniej zderzyłyby się ze sobą. Główną potęgą tego frontu były wojska lądowe, trzech największych mocarstw. Choć warto zwrócić uwagę, że Stany Zjednoczone wcale nie były w tej kategorii siłą najpotężniejszą, zajmowały de facto dopiero trzecie miejsce – 6 dywizji amerykańskich, 12 dywizji zachodnio–niemieckich i 26 dywizji sowieckich.

Oczywiście taktyczne wsparcie sił powietrznych miałoby wpływ na przeprowadzane uderzenia i przeciwuderzenia wojsk lądowych. Przebieg całej wojny w dużej mierze zależałby od tego, jak rywale realizowaliby swoje doktryny. Ponadto, żadna ze stron nie mogłaby przeprowadzić strategicznego bombardowania, z powodu pojawienia się broni nuklearnej, której obecność raczej zniechęcałaby obie strony do jej użycia (zgodnie z doktryną wzajemnego gwarantowanego zniszczenia, Mutual Assured Destruction – MAD).

NATO nie mogłoby również efektywnie wykorzystać swojej przewagi morskiej, wydaje się mało prawdopodobne, aby Związek Sowiecki był tak wrażliwy na morskie blokady, jak Japonia podczas II wojny światowej. Z pewnością sowieckie okręty podwodne byłyby w stanie przeciąć morskie linie komunikacyjne między Stanami Zjednoczonymi, a Zachodnią Europą, niemniej istnieje duże prawdopodobieństwo, iż taka strategia w dłuższym okresie czasu poniosłaby fiasko, tak jak stało się to w przypadku Niemiec w dwóch wojnach światowych.

W związku z tymi założeniami, oraz analizą przypadków historycznych, hegemoniczna wojna NATO-Układ Warszawski musiałaby się rozstrzygnąć w wojnie lądowej, obejmującej swoim zasięgiem ogromny masyw Europy Środkowo-Wschodniej, tak jak to miało miejsce w przeszłości w przypadku inwazji na Rosję/Związek Sowiecki przez Francję Napoleona, kajzerowskie Niemcy i III Rzeszę.


Link: mil.link/pl/wojny-byly-sa-i-beda/

Krótki link: mil.link/i/wojny


 

Absolwent Uniwersytetu Szczecińskiego Instytutu Historii i Stosunków Międzynarodowych oraz Katedry Badań nad Konfliktami i Pokojem. Ekspert Europejskiego Instytutu Bezpieczeństwa. Zainteresowania: stosunki międzynarodowe teoria i praktyka