Bezpieczeństwo Historia

Józef Piłsudski a wojna niemiecka: idealizm vs realizm

26 czerwca 2017

author:

Józef Piłsudski a wojna niemiecka: idealizm vs realizm

Józef Piłsudski był jednym z największych realistów w historii Polski XX w. Wraz z innymi realistami II Rzeczypospolitej brał pod uwagę zarówno wojnę, jak i pokój z III Rzeszą. Świadczy o tym koncepcja wojny prewencyjnej i pakt o nieagresji z 1934 r. W tym samym roku Marszałek z zadziwiającą precyzją prognozował, że dobre stosunki Berlin-Warszawa nie mogą trwać dłużej niż cztery lata. Z kolei to prowadziło Go do kolejnego wniosku, kiedy ostrzegał swoich najbliższych współpracowników, że Polska nie może wejść, jako pierwsza do przyszłej wojny w Europie.

Ale byli też przeciwnicy takiego myślenia dający głuchą wiarę w dobre intencje Hitlera, sojusze polityczno-wojskowe (Francja, Anglia i Rumunia), czy prawo międzynarodowe (Pakt Ligii Narodów). Po wrześniu 1939 r. nikt już nie miał żadnych wątpliwości – kto miał rację.

Biorąc pod uwagę wskazane fakty można zadać pytanie, czy Józef Piłsudski mógł podczepić się pod Wielkie Niemcy w 1938 r. lub 1939 r., aby uniknąć wojny? Oczywiście, nie możemy mieć pewności, że tak by się stało, co więcej, to byłoby nawet niedorzeczne twierdzić, że Marszałek przyjąłby propozycję Hitlera. Niemniej biorąc pod uwagę teorię polityki światowej oraz ocenę geopolityczną II Rzeczypospolitej zarysowaną sugestywnie przez samego Piłsudskiego, możemy powiedzieć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że sojusz z nazistami był możliwy.

Idealizm: potęga militarna

Spór o to, czy wybrać wojnę czy sojusz z III Rzeszą rozgrywał się pomiędzy dwoma rywalizującymi ze sobą teoriami światowej polityki, czyli realizm versus idealizm, ta druga szkoła legła u podstaw doktryny II RP, jak i naszych sojuszników Francji i Anglii. Aby zrozumieć teorię realistyczną najpierw należy wyjaśnić strategię idealistyczną.

Strategia idealistyczna opiera się na dwóch aspektach a) idealizmu i b) potęgi, ponieważ sam idealizm nie będzie skuteczny bez podkreślenia siły. Współczesna geneza idealistów zaczyna się od prezydenta USA Thomasa Woodrow Wilsona, stąd też często idealizm może być zastąpiony przez słowo wilsonizm (ang. wilsonianism). Idealiści słusznie uważali, że Ameryka po 1918 r. była najpotężniejsza wśród zwycięzców I wojny światowej, co więcej wierzyli oni, że Stany Zjednoczone mogą użyć swojej siły, aby zmienić świat w lepsze miejsce do życia. Znamy z historii słynny 14 punktowy program prezydenta Wilsona – jeden z tych punktów dotyczył również Polski. Krótko mówiąc idealiści w swoich poglądach dopuszczali dyplomację siły (ang. diplomacy big stick).

Wiara w użyteczność potęgi militarnej dla idealistów wynika z tego, że siła pozwala działać jednostronnie (unilateralnie) bez męczącej wielostronność (multilateralizm). W końcu gdyby nie presja prezydenta Wilsona na mocarstwa europejskie Liga Narodów nigdy by nie powstała. Jeśli Ameryka stawia na dyplomację – przedsięwzięcie z samej definicji wielostronne – przypomina wówczas związanego Guliwera. Jednak, jeśli jakiś kraj posiada potęgę wzbudzającą respekt, to może ignorować zdanie innych państw nawet sojuszników. Innymi słowy dzięki sile można osiągać cele – szybciej i więcej.

Aby wyjaśnić dlaczego dla idealistów ważna jest potęga militarna należy zrozumieć logikę pojęcia bandwagoning (jęz. pol. podczepianie się słabszego pod silniejszego). Idealiści uważają, że jeśli silny kraj, taki jak Stany Zjednoczone, jest chętny zagrozić lub zaatakować swoich adwersarzy, wówczas wszyscy inni aktorzy w systemie – sojusznicy i wrogowie – pojmą wnet, że Ameryka ma na uwadze jakiś ważny interes. Zatem, ktokolwiek stanie jej na drodze może zapłacić za to poważną cenę. W zasadzie reszta świata będzie bała się amerykańskiej potęgi, do tego stopnia, iż pozostałe państwa, nawet te, które rozważały rzucić wyzwanie USA podniosą ręce do góry i podczepią się pod politykę Waszyngtonu.

Wiara idealistów w mechanizm bandwagoning jest w dużej mierze oparta na nowoczesnej doktrynie militarnej, czyli rewolucji w sprawach wojskowych (Revolution Military Affairs – RMA). W sumie w idealistycznej teorii RMA umożliwia funkcjonowanie bandwagoning. Z kolei to czyni możliwą dyplomację „grubej pałki”, aby ostatecznie osiągnąć zdolność do jednostronnego (unilateralnego) działania w polityce światowej.

Jak wiemy z historii wskazana koncepcja nie wypaliła, ponieważ prezydent Wilson poniósł fiasko w przekonaniu własnego narodu, aby przystąpić do Ligii Narodów i móc efektywnie wykorzystać amerykańską potęgę w kształtowaniu nowego świata. W efekcie czego ostatni żołnierze U.S. Army opuścili Europę w 1923 r. Oczywiście, tę próżnię wypełniła Anglia i Francja, jednak nie udało się im skutecznie osiągnąć ambitnego celu Wilsona, ponieważ oba mocarstwa przegrały rewolucję w sprawach militarnych z III Rzeszą – Hitler wymyślił Blitzkrieg.

Idealizm: argument za demokracją

Idealistyczny aspekt światowej polityki skupia się na promowaniu demokracji. Wilson, jak i jego adherenci wierzyli, iż demokracja to najbardziej wpływowa ideologia polityczna na świecie. Według niej państwa dzielą się na dobre i złe – oczywiście demokracje należą do tych najbogobojniejszych. W tym podejściu państwa demokratyczne mają łagodne motywy, i z natury rzeczy zawsze zachowują się pokojowo wobec krajów trzecich. Jeśli działają wojowniczo, to tylko wtedy, kiedy mają do czynienia z opresyjnymi reżimami (np. autorytarnymi). Ponadto, idealiści wierzą w tzw. teorię demokratycznego pokoju, która argumentuje, że reżimy demokratyczne nie prowadzą ze sobą wojen. Z pewnością ulepienie całego świata według założeń wilsonizmu oznaczałoby koniec historii, czyli życie w warunkach wiecznego pokoju wśród bogobojnych narodów upstrzonych na obraz Ameryki, Anglii i Francji. Jednak wskazana idea ma poważny defekt.

W zasadzie idealizm jest bardzo radykalny w swoim rdzeniu, Piłsudski, jako wytrawny realista, zdawał sobie z tego sprawę. Wilsonizm naszych sojuszników – już w okresie dwudziestolecia międzywojennego 1918-39 r. – podkreślał trzy aspekty a) politykę „grubej pałki”; b) RMA; i c) demokrację. Jakby nie spojrzeć Marszałek był świadomy, iż Francja i Anglia zawsze będą patrzyły z moralną wyższością na autorytarną II Rzeczypospolitą, wiedział także, że oba mocarstwa bez wskazanych atrybutów – szczególnie RMA – były fałszywymi sojusznikami Polski.

Realiści są często oskarżani o dyskredytowanie demokracji. Jednak to jest fałszywy zarzut. Piłsudski nigdy nie ignorował głosu narodu. Marszałek jedynie zdawał sobie sprawę, że w latach 20. i 30. XX w., ani Niemcy, ani Polska, ani Rosja nie dojrzały do przyjęcia takiego systemu. Poza tym, Piłsudski wiedział, że nawet, jak się uda demokrację wprowadzić w jakimś kraju, to wcale nie oznacza, że takie przedsięwzięcie gwarantuje pokój.

Po pierwsze, demokracje mogą obrócić się w dyktaturę, jak np. liberalne Włochy w 1922 r., nieopierzona II RP w 1926 r. lub Republika Weimarska w 1933 r.

Po drugie, zarówno demokracje, jak i systemy autorytarne posiadają armie, i oba rodzaje reżimów są zdolne do okropnych rzeczy, jeśli tylko służy to zapewnieniu ich żywotnych interesów narodowych.

Piłsudski wytrawny realista i krytyk idealizmu 

Spróbujmy sobie odpowiedzieć na pytanie: Jaki był stosunek Piłsudskiego do idealizmu? Przede wszystkim Marszałek nigdy nie wierzył, że żyjemy w świecie o logice bandwagoning – w przeciwieństwie do idealistów – wierzył natomiast, że żyjemy w logice balance of power. Czyli, kiedy jeden naród uderza w drugi, to obrońcy nie poddają się, ale walczą. Wyraża to najlepiej jego cytat: „Być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo, zwyciężyć i spocząć na laurach – to klęska”. W tych słowach tkwi kwintesencja realizmu, każdy naród będzie szukał sposobów, aby się bronić i równoważyć wrogów.

Ale jest jeszcze ważniejsza rzecz przemawiająca za realistyczną przenikliwością Piłsudskiego. Marszałek zdawał sobie sprawę, że najpotężniejszą ideologią na świecie nie jest demokracja, ale nacjonalizm. Francuzi i Anglicy ignorowali tę ideologię, za co później zapłacili słoną cenę – już po zakończeniu II wojny światowej.

W sumie infantylni Francuzi pragnęli odsunąć od władzy Piłsudskiego przy użyciu rzekomej siły demokracji, choć sami nie zdawali sobie sprawy, że za ich drzwiami czai się dużo bardziej groźna i potężniejsza ideologia nacjonalizmu, która wyrzuciła ich kolonialne imperium na śmietnik historii. W zasadzie myśl Piłsudskiego była i jest zgodna z realistycznymi imperatywami. Według, których wszystkie narody pragną samostanowienia – esencji nacjonalizmu. Czyli, żaden naród nie lubi, kiedy ktoś wtrąca się w jego sprawy wewnętrzne, aby mówić mu, jak ma żyć. Nawet jeśli będzie to Francja, Anglia lub sama Ameryka.

Przynajmniej dla mnie, nie ma najmniejszej wątpliwości, że Piłsudski dostrzegał w nacjonalizmie dużo potężniejszą siłę polityczną niż w jakimkolwiek innym czynniku życia społecznego. Wielu wówczas twierdziło, że zbliżająca się II wojna światowa będzie motywowana przez ideologię demokratyczną, faszystowską lub komunistyczną. Jednak Marszałek odrzucał takie myślenie, był przekonany, że walka będzie toczyła się przede wszystkim w logice nacjonalizmów, ponieważ wiedział, jak nikt inny w Europie, że świat wszedł w erę państw narodowych – i nie ma od tego odwrotu.

Realizm, demokracja i polityka zagraniczna II Rzeczypospolitej

Jak wskazaliśmy wyżej Ameryka z własnej woli utraciła panowanie nad logiką bandwagoning przez nieratyfikowanie Paktu Ligii Narodów i powrotu do izolacjonizmu. Z kolei Francja i Anglia przegrały rewolucję w sprawach militarnych z III Rzeszą (Revolution Military Affairs). Zatem RMA i bandwagoning znalazł się w rękach Adolfa Hitlera. Chociaż mechanizm jego funkcjonowania pozostawał taki sam, jak w przypadku idealizmu. W końcu, czym się różni podbój Iraku przez USA w 2003 r. od podboju II Rzeczypospolitej przez III Rzeszę w 1939 r. Amerykanie robili to w oparciu o idealizm, Niemcy w oparciu o imperatywy strategiczne. Jakby nie patrzeć dzięki RMA Wermacht podbijał pojedyncze kraje Europy łatwo i szybko.

Chociaż to nie jest do końca pewne, czy Hitler wymyślił doktrynę Blitzkriegu wyłącznie w celu podboju innych narodów. W końcu Imperium Brytyjskie i Francja też czyniły to samo w Afryce w XIX w. bez posiadania, aż tak wyrachowanej doktryny wojskowej.

W naturalny sposób Niemcy wpłynęły na szereg państw Europy, aby przyjęły strategię bandwagoning, czyli podczepiania się pod politykę Berlina. Tak uczyniła m.in. Austria, Czechy, Słowacja, Litwa, Rumunia, Dania, Bułgaria… etc. Według moich badań literatury wszystkie małe i średnie kraje sąsiadujące z III Rzeszą w 1937 r. i nie mające wspólnej granicy lądowej z Francją bądź morskiej z Wielką Brytanią zastosowały tę strategię oprócz Polski. W mojej ocenie, gdyby Piłsudski dożył do tego momentu, również przyjąłby – bandwagoning. Dlaczego? Z dwóch powodów.

Po pierwsze, państwa przyciśnięte do ściany, nie ważne czy dyktatury, czy demokracje są w stanie uczynić rzeczy bezwzględne. Jeśli amerykańskie bombowce strategiczne były zdolne niszczyć niemieckie i japońskie miasta, aby w tym procesie zabić około jednego miliona Japończyków i użyć broni nuklearnej przeciwko ludności cywilnej to czymże byłby sojusz Piłsudskiego z III Rzeszą.

Po drugie, realizm polega na tym, aby wygrywać sobie nie tylko interesy sojuszników, ale także wrogów w zgodzie z własną racją stanu. Jaki był interes Hitlera? Aby mieć za plecami bufor oddzielający go od Związku Sowieckiego, żeby spokojnie dokonać inwazji na Francję i Wielką Brytanię. Jaki interes miał Piłsudski? Aby za wszelką cenę nie wejść, jako pierwszy do wojny i przetrwać. Widać wyraźnie, że interesy naszego wroga pokrywały się z interesami Polski.

Czy Marszałek po podjęciu decyzji o wejściu do niemieckiego pociągu i skierowaniu niemieckiej nawały – RMA – na aliantów byłby w stanie z niego wyskoczyć w odpowiednim momencie, czyli wbić nóż w plecy Hitlera? Wydaje się, że tak, odwagi i charyzmy mu nie brakowało. W sumie musiałby imitować swój wcześniejszy wyczyn z czasów Legionów w latach 1916-18 r., kiedy zerwał sojusz z państwami centralnymi (Niemcy i Austro-Węgry) i przeszedł na pozycje Ententy, czyli Ameryki, Francji i Wielkiej Brytanii – prawdziwa Realpolitik.

Teraz musimy zadać sobie kolejne pytanie. Czy Francja, Anglia i II RP byłyby w stanie pokonać III Rzeszę? Aby poznać odpowiedź na to pytanie, musimy ustalić, jaki był rozkład potęgi w Europie pod koniec lat 30. XX w. – czyli balance of power. W latach 1938-39 r. Wielka Brytania posiadała 24% udziału w bogactwie Starego Kontynentu, Francja 9%, II RP 3% to daje na wynik 36%, ale III Rzesza też miała 36%, czyli daje nam to równowagę. Zadajmy sobie pytanie ilu żołnierzy maksymalnie mogły zmobilizować walczące strony (bez rezerw): Wielka Brytania 897,000 tys., Francja 4,895,000 mln, II Rzeczypospolita niespełna 1,000,000 mln, czyli razem 6,792,000 mln, Niemcy tylko 3,740,000 mln. Zatem w potędze militarnej balance of power był zdecydowanie po stronie koalicji równoważącej – prawie jak 2 do 1.

Wielu historyków potwierdziłoby te liczby oraz wniosek z nich płynący, iż Francja, Wielka Brytania i Polska, gdyby połączyły siły, pokonałyby Hitlera. Po za tym, gdyby Wermacht utknął we Francji mechanizm bandwagoning przestałby działać, ponieważ potencjalni adwersarze III Rzeszy nie obawialiby się już, że niemiecki RMA (Blitzkrieg) spadnie na nich z nieba, morza i lądu. A to oznaczałoby, że Austria i Czechosłowacja zbuntowałyby się, Rumunia, Bułgaria, zapewne i Węgry… etc. zachowałyby neutralność albo nawet przyłączyłyby się do strony przeważającej. Z kolei Włochy, pomimo sojuszu z III Rzeszą „pakt stalowy” (1939 r.) po Etiopii (1935-36 r.) i wojnie hiszpańskiej (1936-39 r.) nie były zdolne do prowadzenia jakichkolwiek większych działań militarnych.

Pozostaje jeszcze Związek Sowiecki. W mojej ocenie po czystkach w Armii Sowieckiej w latach 1937-39 r., Stalin nie był chętny do konfrontacji. Świadczy o tym strategia, jaka została przyjęta na Kremlu, czyli spychania odpowiedzialności na Zachód (Francję i Wielką Brytanię). W rzeczywistości ZSRS imitował taki sam plan rok później, kiedy mógł zaatakować Hitlera w 1940 r. w trakcie bitwy o Anglię – Wermacht był już bardzo osłabiony po kampanii wrześniowej w Polsce oraz po wyczynach w Skandynawii i Francji. Jednak Stalin tego nie uczynił (jego największy błąd). To potwierdza tezę, że ZSRS nie czuł się przygotowany do wojny nie tylko w 1939 r., ale także w 1940 i 1941 r. W jakimś sensie obraz nędzy i rozpaczy Związku Sowieckiego najlepiej ilustrowała nieudolna inwazja na Kresy Wschodnie, Besarabię, Bukowinę i państwa bałtyckie oraz przede wszystkim wojna zimowa z Finlandią 1939-40 r.

Czego Polska uniknęłaby dzięki realizmowi? Przede wszystkim, paktu Ribbentrop-Mołotow, czwartego rozbioru Polski, okupacyjnego terroru, holokaustu, powstania warszawskiego, akcji Burza, Wołynia, sowietyzacji, żołnierzy wyklętych i 45 lat realnego socjalizmu doprowadzającego nas do skrajnej pauperyzacji – materialnej i intelektualnej.

Realizm versus moralne dylematy

Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że w bombardowaniu III Rzeszy i Japonii nie było niczego złego, ponieważ Amerykanie byli cnotliwymi bohaterami, a ich ofiary diabłami w ludzkiej postaci. Z kolei sojusz II RP z III Rzeszą to zaprzedanie honoru lub nawet moralności. Jednak, jeśli staniemy po drugiej stronie frontu, czyli naprzeciw amerykańskiego arsenału militarnego, to sprawy trochę inaczej wyglądają – wtedy Ameryka wygląda, jak diabeł. W naszej historii niewielu polityków, jak Piłsudski rozumiało to zjawisko, że bardzo trudno jest rozróżnić dobro od zła w polityce światowej.

Większość historyków ma za złe Marszałkowi, że nie pomógł w ofensywie Denikinowi w 1919 r., aby usunąć Lenina. Chociaż wtedy też było bardzo trudno ocenić, co było lepsze dla odrodzonej Polski, carska Rosja czy Rosja bolszewików? Takich dylematów nie da się jednoznacznie rozstrzygnąć, bo nie znamy intencji naszych sąsiadów – nikt nie siedział w głowie ani Lenina ani Denikina.

Poza tym państwa używające siły, w logice anarchicznego świata, zawsze będą miały zwolenników i przeciwników. Choćby nasz ostatni bandwagoning przy Ameryce przeciwko Irakowi w 2003 r., nie spotkał się z aplauzem ze strony naszych europejskich sąsiadów Berlina i Paryża (nie mówiąc o Rosji), pomimo tego, że interwencja ta była podyktowana założeniami najczystszego idealizmu (czyli bardzo niebezpiecznego neo-konserwatyzmu – skutki tego widzimy obecnie: rozpad Bliskiego Wschodu).

W tej całej historii jest jednak pewna subtelna przewaga Francji i Anglii nad II RP – i hipotetycznymi rządami Piłsudskiego w 1939 r. A mianowicie reżimy demokratyczne lubią portretować się, jako systemy najbogobojniejsze na ziemi, to ich też zachęca do tego, aby przekształcać cały świat na swoją modłę – w wielką zonę demokracji – szczególnie po zakończeniu II wojny światowej. Dlatego państwa demokratyczne z wyższością moralną patrzą na reżimy autorytarne. Z tego też powodu Zachód nigdy nie będzie miał szacunku do II Rzeczypospolitej, i współczesnej Polski, która będzie się do jej tradycji odwoływała, pomimo tego, że to właśnie II RP zachowała się najprzyzwoiciej w 1939 r.

Zatem, chcąc udzielić odpowiedzi na nasze pytanie postawione na początku, można uznać, że Józef Piłsudski przyjąłby propozycję Hitlera, gdyby rządził Polską. I należy dobitnie podkreślić, że jego realistyczna myśl zdałaby ten trudny test historii celująco w przeciwieństwie do fałszywej obietnicy zdyskredytowanego idealizmu.

Piszę te słowa nie bez powodu, ponieważ widmo przeciwników Marszałka w dalszym ciągu unosi się nad naszym pojmowaniem spraw bezpieczeństwa narodowego. Wzmacnianie własnego państwa i jego racja stanu jest często ignorowana w debacie publicznej przez idealizm, czyli ślepą wiarę w sojusze, koalicyjne armie, prawo międzynarodowe, dobre intencje etc.

W końcu liberalne elity III RP, aby całkowicie zdyskredytować realistyczną myśl Piłsudskiego, lubią powtarzać pusty frazes, że w latach dwudziestolecia międzywojennego „los Polski w ostatecznym rozrachunku nie zależał od niej”, (Cyt. za: R. Kuźniar, Polityka zagraniczna III Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2012, s. 18). Czy po kolejnej katastrofie historycznej znowu zrzucimy wszystko na ślepy los? W tym miejscu należałoby zacytować klasyka i twórcę „racji stanu” – Machiavellego:

„Ci przeto nasi książęta, którzy stracili władzę książęcą, piastowaną przez nich od wielu lat, niech o to losu nie obwiniają, lecz własną niezaradność, albowiem nie pomyśleli w czasach spokojnych, że mogą one zmienić się, a gdy potem złe czasy nadeszły, o ucieczce myśleli, nie o obronie, spodziewając się, że ludy, sprzykrzywszy sobie zuchwałość zwycięzcy, powołają ich z powrotem. Taki sposób jest dobry, gdy brak innego, lecz jest bardzo złą rzeczą zaniechać dla niego innych środków, gdyż nigdy nie chciałoby się upaść dlatego tylko, że się wierzy, iż później znajdzie się taki, kto cię podniesie. To bowiem albo nie zdarza się nigdy, albo jeżeli się zdarza, nie jest dla ciebie bezpieczne, gdyż jest to marna obrona i nie zależy od ciebie; jedynie takie sposoby obrony są dobre, pewne i trwałe, które zależą wyłącznie od ciebie i od twojej dzielności”. (N. Machiavelli, Książę, PIW, Warszawa 1984, s. 109).


Link: https://mil.link/pl/jozef-pilsudski-wojna-niemiecka-idealizm-realizm/

Krótki link: mil.link/i/jpilsud


 

Absolwent Uniwersytetu Szczecińskiego Instytutu Historii i Stosunków Międzynarodowych oraz Katedry Badań nad Konfliktami i Pokojem. Ekspert Europejskiego Instytutu Bezpieczeństwa. Zainteresowania: stosunki międzynarodowe teoria i praktyka
One Comment
  1. […] A. Brzeskot, „Józef Piłsudski a wojna niemiecka: …”, 26.VI.2017, SZTAB.ORG […]

Comments are closed.

Leave a comment
ArabicChinese (Simplified)DutchEnglishFrenchGermanItalianPolishPortugueseRussianSpanish