Bezpieczeństwo Geopolityka

System obrony powietrznej Wisła – siła papieru, siła kalki

13 stycznia 2015

System obrony powietrznej Wisła – siła papieru, siła kalki

Minister obrony narodowej, wicepremier Tomasz Siemoniak bodaj po raz pierwszy tak wyraźnie zasugerował, że decyzja o wyborze przyszłego systemu obrony powietrznej i antyrakietowej dla Polski będzie oparta bardziej na przesłankach politycznych związanych z postawą partnera-dostawcy wobec potencjalnych zagrożeń niż możliwościach konkretnego systemu. Takie postawienie sprawy, jeśli rzeczywiście oddaje nastawienie MON, bezwzględnie faworyzuje ofertę amerykańską: koncernu Raytheon, wspieranego przez rząd Stanów Zjednoczonych.

Wyrzutnia PATRIOT niemieckiej Bundeswehry

fot. Wyrzutnia PATRIOT niemieckiej Bundeswehry

System SAMP/T

fot. System SAMP/T

Poniedziałkowy wywiad Tomasza Siemoniaka dla Rzeczpospolitej dał najmocniejszy dotąd wyraz temu, co między wierszami i wprost padało już kilkukrotnie: decyzja o zakupie nowego systemu obrony powietrznej i antyrakietowej będzie raczej polityczną niż wojskową. Minister wicepremier nie poprzestał na stwierdzeniu, że od polityki przy takich decyzjach trudno uciec – co jest „oczywistą oczywistością” – lecz pospieszył z wytłumaczeniem, jak on tę polityczność decyzji rozumie: „…w tym wypadku decyzja polityczna jest wymierna. Oznacza, że określone państwo jest gotowe wesprzeć swoją ofertę dodatkowymi działaniami”. Akapit wcześniej minister zapewnia, że „na koniec dnia liczy się przede wszystkim meritum, to znaczy, jaka jest oferta”, ale można odnieść wrażenie, że oferta w tym przypadku rozumiana jest jako nie tylko to co jest na papierze, a całość, wraz z polityczną otoczką.

Myślenie strategiczne

Takie myślenie – w odniesieniu do założeń i celów polityki obronnej państwa – ma głęboki sens. System obrony powietrznej i antyrakietowej w przypadku Polski nie jest „jakimś” systemem uzbrojenia, który po prostu można kupić lub zbudować, w oparciu o własny przemysł, naukę i pozyskaną technologię. To system o strategicznym znaczeniu, gwarantujący – na ile jakikolwiek system może to gwarantować – osłonę i przetrwanie w przypadku konfliktu zbrojnego kluczowych zasobów obronnych i państwowych, zwłaszcza w sytuacji niespodziewanej napaści. Jako taki, jeśli nie jest systemem stworzonym i zbudowanym przez rodzimy przemysł – a takich możliwości w zakresie średniego zasięgu w tej chwili nie ma – musi i powinien być oparty o stuprocentowo wiarygodnego dostawcę, który w pełni podziela strategiczną wizję politycznego kierownictwa państwa, jest w stanie elastycznie reagować na nagłe potrzeby uzytkownika systemu a nawet – jak sygnalizuje minister Siemoniak – „wesprze swoją ofertę dodatkowymi działaniami”.

Wiarygodny partner

Mimo tego, że w polskim postępowaniu rozpatrywane są wyłącznie oferty krajów sojuszniczych i zgodnie z wymaganiami MON – wyłącznie systemy operacyjnie użytkowane w armiach krajów NATO – gdy sprawy rozpatrywać na wysokim poziomie politycznym, trudno nie dostrzegać różnic między ofertą francuską a amerykańską. To Amerykanie jako pierwsi, choć rzecz jasna w ramach NATO, zareagowali praktycznie na pogorszenie sytuacji bezpieczeństwa Polski po agresji Rosji na Ukrainę, wysyłając wiosną na rotacyjne ćwiczenia symboliczne siły z baz w Europie, a jesienią – z USA. To Amerykanie w ekspresowym tempie – jak na strandardy FMS – zgodzili się na sprzedaż Polsce pocisków JASSM, mających być jednym z elementów polskiego odstraszania militarnego. To Amerykanie podjęli inicjatywę upewnienia wschodnich członków Sojuszu o gwarancjach bezpieczeństwa wynikających z art.5 Traktatu Waszyngtońskiego i przewidują – mimo redukcji sił w Europie Zachodniej – de facto bezterminową obecność militarną w rejonie basenu Morza Bałtyckiego i Morza Czarnego. O skali i motywacji tych działań można sądzić różnie, na pewno jednak zbiegają się – a miejscami nawet wyprzedzają – polskie i innych sojuszników z regionu oczekiwania w sytuacji zagrożonego poczucia bezpieczeństwa. Na tym tle, zupełnie naturalne z perspektywy polskiej polityki bezpieczeństwa byłoby „powierzenie” strategicznych interesów i zależności sprawdzonemu i dającemu rękojmię partnerowi.

Polityka ponad możliwościami?

Nieco inaczej rzecz może wyglądać, jeśli chodzi o praktyczne zdolności systemu obrony powietrznej i ewentualne korzyści, jakie z obronnego „kontraktu dekady” odnieść ma polski przemysł. Wiele napisano już o technologicznym i koncepcyjnym wieku systemu Patriot i wśród ekspertów trudno spotkać kogoś, kto nie przyzna, że konstrukcja SAMP/T jest technologicznie nowocześniejsza. Jeszcze lepiej oceniane są francuskie propozycje współpracy przemysłowo-technologicznej przy budowie systemu Wisła, choć trzeba przyznać, że i Raytheon robi co może by nadążyć za Francuzami. Ci mają handicap w postaci trwającej osiem lat współpracy z polskim przemysłem branży obronnej i konkretnych umów, zawartych jeszcze przed pierwszą fazą postępowania na system Wisła. Amerykanie, podpisujący teraz na potęgę umowy z polskimi przedsiębiorstwami, przekonują że włączą je w produkcję Patriotów Nowej Generacji, choć jest jasne że nie może to dotyczyć np. pocisków PAC-3. Publikacje amerykańskich mediów branżowych, chętnie w Polsce cytowane, o zmniejszaniu funduszy na modernizację obecnych Patriotów oraz generalnie dyskusja o nowych systemach obrony powietrznej w USA i Europie (zwłaszcza w Niemczech) skłaniają raczej do myślenia o następcy tego systemu – być może na bazie obecnego Patriota i np. systemu MEADS – niż o jego prostej kontynuacji i rozwoju. Dodatkowo, Francuscy konkurenci chętnie wykorzystują znaną z innych umów z Amerykanami frazę o „black-boxach”, rzekomo blokujących wykorzystanie amerykańskiej techniki wojskowej bez zgody Białego Domu.

Francuski problem

Ale to Francuzi mają polityczny rzeczywisty problem. Choć transakcja dostawy okrętów Mistral do Rosji pozostaje od pół roku wstrzymana, francuskie podejście do rosyjskiego zagrożenia jest dalekie od amerykańskiego. W ocenie polskich decydentów – nie ma porównania. Również dlatego, że Francja – mając „bliższy ciału” problem związany z islamskim ekstremizmem i zagrożeniem terrorystycznym – woli na forum Unii Europejskiej promować południowy kierunek debaty o bezpieczeństwie – niż wschodni. Stany Zjednoczone, niewątpliwie wykorzystując kryzys ukraiński dla poszerzenia i utrwalenia obszaru swojej dominacji strategicznej, jako mocarstwo globalne mają większe możliwości i mniejsze ograniczenia. Jeśli tak patrzeć na pozycję przyszłego partnera polskiej obrony powietrznej, wskazanie na Amerykanów wydaje się logiczne i uzasadnione. Co więcej, minister Siemoniak nie próbuje ukrywać, że udział amerykańskich partnerów w budowie systemu obrony powietrznej ma być elementem szerszej układanki. W tym samym wywiadzie minister obrony mówi o stałej – docelowo – obecności wojsk amerykańskich na polskim terytorium oraz planowanym na 2018 rok uruchomieniu bazy systemu obrony antyrakietowej Aegis Ashore w Redzikowie pod Słupskiem. Jeśli połączyć to z inicjatywą Kongresu – ostatecznie poniechaną – wysłania do Polski systemów Patriot lub THAAD dla obrony właśnie tej instalacji, wszystko układa się w spójną całość. Nawet jeśli właśnie to bywa wykorzystywane jako zarzut: że przez swoją obecność Amerykanie niejako „wymuszają” pozyskanie amerykańskiego sprzętu. Na ofertę, a więc na to co na papierze, nakładana jest polityczna kalka.

Czas krytyki, czas dumy

Proponuję jeszcze spojrzeć na to przez pryzmat poprzednich dużych kontraktów obronnych. Ile było głosów krytyki w czasie pozyskiwania samolotów wielozadaniowych. Media, eksperci, w sposób oczywisty lobbyści, przez dwa lata przerzucali się oskarżeniami. Bodaj najwięcej krytyki zebrał samolot, który ostatecznie Polska wybrała – jeszcze bardziej krytykowano zrealizowany przy okazji zakupu offset. Po ponad dekadzie, samoloty F-16C/D Block 52+ są bezsprzecznie dumą polskich sił zbrojnych, właśnie przejdą modernizację oprogramowani a i zostaną dozbrojone pociskami dalekiego zasięgu. Bardzo podobnie – od fali krytyki po poczucie dumy – wyglądała sytuacja z wprowadzeniem do polskiego wojska kołowego transportera opancerzonego firmy Patria, ochrzczonego mianem Rosomaka. Podejrzewam, że jakikolwiek system Polska wybierze, z czasem krytyka siłą rzeczy zamieni się w dumę.

Analityk i dziennikarz. Specjalizacje: zbrojeniówka, obronność i bezpieczeństwo