Bezpieczeństwo Służby Terroryzm

Niemieckie błędne koło bezpieczeństwa

2 stycznia 2016

author:

Niemieckie błędne koło bezpieczeństwa

Dzisiejsze (2 stycznia 2016 r.), internetowe wydanie Deutsche Welle informuje, iż Niemcy chcą zacieśnić współpracę ze służbami specjalnymi państw trzecich. Jest to pokłosie niedoszłych, sylwestrowych zamachów terrorystycznych w Monachium.

W artykule Szef niemieckiego MSW naciska na nasilenie współpracy z tajnymi służbami z zagranicy Andrzej Pawlak przytacza m.in. słowa niemieckiego ministra spraw wewnętrznych Thomasa de Maizière:

W sytuacji utrzymującego się poważnego stanu zagrożenia zamachami w Niemczech, w przyszłości „trzeba będzie dużo ściślej niż do tej pory współpracować ze służbami bezpieczeństwa innych państw”

Autor zaznacza także, iż niemieckie działanie jest „potrzebą chwili”. Czy faktycznie niemieckie służby bezpieczeństwa chcą działać tylko doraźnie? Czy czasem nie mamy pewnego rodzaju konfliktu interesów nie linii niemieckie służby – niemiecka polityka oraz niemieckie a obce służby i interes tych państw?

Pomijając kwestie na ile zagrożenie było realne, należy się zastanowić nad niemiecką reakcją na nie oraz sposób powzięcia samej informacji. Deutsche Welle donosi, iż informacje pozyskał niemiecki wywiad BND oraz otrzymano ostrzeżenia od służb francuskich. O ile nie ma sensu zastanawiać się nad całościową prawdziwością tej wersji wydarzeń, to zastanawiająca jest wypowiedź szefa niemieckiego MSW. Świadczyć może o tym, iż niemieckie źródła na wybranych kierunkach są małowiarygodne, bądź są po prostu słabe. Można się także zastanawiać nad efektami pracy niemieckich służb specjalnych, nie tylko wywiadu. Jak widać doceniono za to sygnały obcych służb specjalnych, najprawdopodobniej niekoniecznie tylko francuskich.

W kwestii zagrożeń terrorystycznych służby specjalne współpracują ze sobą, mając tak naprawdę wspólny cel i interes własny oraz swych państw. Sprawa może się jednak komplikować kiedy na kwestie terroryzmu nałożymy inną zbieżną po części, kwestię fali uchodźców. Temperaturę podgrzeje jeszcze niemiecka polityka w tym względzie.

Niemieckie (i po części włoskie) działania polityczne doprowadziły do nie/ciekawej sytuacji, że Niemcy stają się bramą do lepszego świata dla wszelkiej maści uchodźców z kierunku południowego. Niemieccy politycy, mimo upływu dekad, noszą niezerwane piętno nazizmu oraz II wojny światowej. Boją się podejmowania jakichkolwiek działań w obronie własnych interesów, by świat nie nazwał ich faszystami a działań obronnych nie zinterpretował jako nieludzkich działań przeciwko uchodźcom. Pokutuje także otwarta polityka multikulti. W niemieckiej prasie lokalnej próżno szukać informacji, iż np. policja złapała złodzieja samochodów, którym okazał się Polak czy Turek, przeczytamy o Niemcu z „tłem migracyjnym”.

Niemcy liczyły, że będą bramą do Europy a wpadły we własną pułapkę i stały się głównym krajem docelowym „fali uchodźców”. W efekcie żądają i walczą na forum europejskim o relokację uciekinierów. W całej Unii Europejskiej i jej sąsiedztwie nie ma co liczyć na wspólną politykę bezpieczeństwa i interesów, co także jest po części winą Niemców i ich min. energetycznych ambicji.

Zapewne służby specjalne państw trzecich będą Niemcom przekazywać informacje dot. zagrożeń stricte terrorystycznych. Czy jednak będą się dzielić całą pozostałą wiedzą w temacie uchodźców? Reprezentując różne kraje i rządy mają przecież inne cele i priorytety, czasem – wręcz coraz częściej – sprzeczne z niemieckimi. Zastanawiające może być także realizowanie niemieckiej polityki przez niemieckie służby bezpieczeństwa. Pomijając stworzenie nowej jednostki antyterrorystycznej i zwiększenie etatów w służbach specjalnych, można wysunąć śmiałe wnioski, iż niemiecki rząd chyba nie jedzie na tym samym wózku co niemieckie służby.

Pracownik naukowo - dydaktyczny, wydawca portalu MIL.link, koordynator Europejskiego Instytutu Bezpieczeństwa, asystent w Instytucie Naukowym Bezpieczeństwa WSB, weteran.