Bezpieczeństwo Geopolityka Konflikty

Dlaczego broń atomowa nie zwiększy bezpieczeństwa Polski?

10 października 2016

author:

Dlaczego broń atomowa nie zwiększy bezpieczeństwa Polski?

Pod koniec 2015 r. medialne poruszenie w kraju wyzwoliły słowa podsekretarza stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej Tomasza Szatkowskiego o ewentualnej możliwości przekazania Polsce broni atomowej przez USA. Z powodu informacyjnego szumu uwidoczniły się wówczas trzy zasadnicze postawy wobec tego problemu. Pierwsza, „machania białą flagą”, czyli nie prowokujmy Rosji – bo nas zmiażdży. Druga, „machania szabelką”, czyli Polska ma prawo podjąć suwerenną decyzję w tej sprawie  – na wzór Izraela. Trzecia, odrzucająca skrajności, to rzekomo „racjonalne podejście”, według którego możemy otrzymać dostęp do broni nuklearnej w ramach NATO. Według mojej argumentacji wszystkie trzy postawy są fałszywe i niebezpieczne.

Główna teza tego tekstu zakłada, że uzyskanie broni jądrowej przez Polskę nie zwiększy jej bezpieczeństwa. Gdyby Polska posiadała tego typu broń w dalszym ciągu istniałoby ryzyko wybuchu wojny. Z pewnością nie mniejsze niż występuje ono obecnie. W rzeczywistości obniżenie prawdopodobieństwa pojawienia się jakiegokolwiek ograniczonego konfliktu nie jest wcale determinowane przez potęgę nuklearną.

W historii tego rodzaju wojen nie było jeszcze takiego przypadku w jakimkolwiek zakątku świata, aby bilans polityczny i militarny był rozstrzygnięty przez użycie broni atomowej. Wszystkie wojny zlokalizowane do jednego regionu lub państwa, prowadzone przez jedną lub wiele stron, posiadających nuklearny arsenał, nigdy nie były w stanie powstrzymać agresora przed zbrojną napaścią na wybraną ofiarę. W tego typu konfliktach broń nuklearna w rzeczywistości nie decyduje ani o rozpoczęciu, ani o prowadzeniu, ani o wyniku wojny. W identycznych warunkach strategiczno-militarnych znajduje się Polska. W związku z tym zdolności nuklearne w sensie teorii i praktyki nie dają gwarancji bezpieczeństwa. Jedyną siłą militarną, która jest w stanie skutecznie powstrzymać wszelkich agresorów przed atakiem na Polskę to potęga konwencjonalna. W trakcie której mozolnego i kosztownego budowania obecnie się znajdujemy. Chodzi tutaj przede wszystkim o wojska lądowe wsparte przez siły powietrzne i morskie. Wiarygodność powyższych tez zostanie przetestowana w oparciu o dwie definicje broni nuklearnej, jak i zapis historyczny, ponieważ jest to najlepszy sposób na obalanie nieprawdziwych i niebezpiecznych założeń.

Trochę teorii

W stosunkach międzynarodowych broń nuklearna odgrywa paradoksalną rolę. Z jednej strony jest ona najbardziej niszczycielska z drugiej sprzyja ograniczeniu prawdopodobieństwa wybuchu wojny globalnej. W końcu to nie przypadek, że od czasu pojawienia się pierwszych bomb uranowych i plutonowych w 1945 r. ludzkość nie doświadczyła III wojny światowej. W tej analizie interesuje nas jednak odpowiedź na zasadnicze pytanie. Jaki wpływ ma broń nuklearna na perspektywę wojny konwencjonalnej?

Występują w tej kwestii dwie szkoły teoretyczne. Pierwsza, utrzymuje że istnieje niewielkie ryzyko użycia broni nuklearnej w świecie doktryny „wzajemnego gwarantowanego zniszczenia”. W takich warunkach państwa generalnie mogą sobie pozwolić na rozpętywanie wojen konwencjonalnych, prawie tak, jak gdyby broń nuklearna nie istniała. W swoim czasie sekretarz obrony USA Robert McNamara stwierdził, że broń nuklearna służy do wypełniania bezużytecznych celów militarnych z wyjątkiem odstraszania naszych wrogów. Według tej logiki potęga nuklearna ma niewielki wpływ na politykę państw. Tak więc narody mogą zachowywać się wobec siebie, tak jak czyniły to od zarania dziejów. Wadliwość tego założenia wynika z przyjętego aksjomatu, że wielkie mocarstwa nie dopuszczą do tego, aby wojna konwencjonalna przekształciła się w wojnę nuklearną. W rzeczywistości nikt nie zna dynamiki eskalacji z poziomu konwencjonalnego do nuklearnego. Wybitni badacze tej problematyki utrzymują, że istnieją uzasadnione powody, aby przypuszczać, że konflikt zbrojny o dużej skali może osiągnąć poziom wojny nuklearnej. Zatem wielkie mocarstwa funkcjonujące w świecie wskazanej doktryny muszą wykazywać większą ostrożność w planowaniu i wszczynaniu konfliktów zbrojnych niż w sytuacji przed 1945 r.

Druga szkoła argumentuje, że w świecie technicznej możliwości zagłady ludzkości, państwa są obiektywnie bardziej bezpieczne niż kiedykolwiek wcześniej, ponieważ nikt racjonalny nie odważy się użyć potęgi konwencjonalnej na większą skalę ze strachu przed eskalacją nuklearną. W takiej rzeczywistości instytucja wojny staje się anachroniczna. Powody do jej rozpętywania po prostu zanikają. W tej logice wojna nuklearna trywializuje wojnę konwencjonalną. Wadliwość tej definicji polega na tym, że zbyt mocno podkreśla problem eskalacji, traktując go jako splot jednolitego ciągu wydarzeń prowadzącego nieuchronnie od konfliktu konwencjonalnego do nuklearnego.

W mojej opinii pierwsza szkoła teoretyczna lepiej wytrzymuje test niedługiej historii broni nuklearnej. Z jednej strony jej potężna siła destrukcji nie zdołała wyeliminować zjawiska przemocy w stosunkach międzynarodowych. Z drugiej politycy w dalszym ciągu muszą uwzględniać fakt nuklearnej eskalacji. Wyjście pośrednie z tej tragicznej sytuacji to wojna konwencjonalna. Według tej teorii mocarstwa nuklearne mogą podjąć decyzję o wszczęciu wojny ograniczonej w celu podważenia wpływów innych nuklearnych rywali. Państwa jednak unikają za wszelką cenę eskalowania konfliktu. Wydaje się to osiągalne, jeśli agresor w swojej strategii czytelnie zakreśli granice zbrojnej napaści na wybraną ofiarę. W świecie po 1945 r. de facto wszystkie wojny były, są i najprawdopodobniej będą zlokalizowane do jednego regionu lub państwa. W identycznej sytuacji znalazła się Rosja w 2014 r., kiedy zaatakowała Ukrainę, Putin zdawał sobie sprawę, że jego ograniczone cele nie wyzwolą reakcji pozostałych państw nuklearnych Francji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Wówczas w mediach pojawił się też bardzo nośny termin o „deeskalacji konfliktu”, bynajmniej nie chodziło o Ukrainę, ale o uniknięcie nuklearnego zagrożenia. Wniosek z tej sytuacji jest następujący, państwa nuklearne nie mają wyboru, jeśli chcą przetrwać i zapewnić sobie bezpieczeństwo, są skazane na prowadzenie wojen konwencjonalnych, tak jak czyniły to przed nadejściem ery nuklearnej.

W związku z tym kwestia przetrwania państw małych i średnich takich jak Polska, Litwa, Łotwa i Estonia nie leży w nuklearnej potędze Rosji, nawet jeśli Kreml wykorzystuje ją bez żadnych hamulców w bieżącej polityce, ale w jej konwencjonalnych siłach zbrojnych. W końcu to w ten potencjał Putin inwestuje najwięcej. Zatem tak istotne jest dla Polski i innych państw flanki wschodniej, aby zbudować nowoczesny potencjał konwencjonalny, by nie podzielić tragicznego losu Ukrainy lub wcześniej Gruzji.

Trochę praktyki

Od początku zimnej wojny, niezależnie od funkcjonowania wspomnianej już doktryny wzajemnego zniszczenia, broń nuklearna nie była w stanie wyeliminować rywalizacji w polityce obronnej i bezpieczeństwa państw. Zarówno Stany Zjednoczone jak i Związek Sowiecki bez przerwy powiększali swoją potęgę konwencjonalną, aby móc skutecznie angażować się w ograniczone wojny. Oba supermocarstwa rywalizowały nawzajem o sojuszników i bazy wojskowe na całym globie przez ponad czterdzieści lat. Od czasu zakończenia II wojny światowej, aż do ostatecznej implozji ZSRS. W tamtym okresie zapewne żaden z dziewięciu amerykańskich prezydentów i ich doradców ds. bezpieczeństwa narodowego oraz żaden z sześciu sowieckich genseków i ich marszałków lub generałów nie zakładali nawet przez chwilę, że nuklearny świat był bezpieczny, i że pozwala on im na lekceważenie tego, co się działo za granicami ich obu supermocarstw. Ponadto, pomimo ogromnych arsenałów nuklearnych, obie strony nie myślały nawet przez chwilę o rezygnacji lub umniejszeniu znaczenia potęgi konwencjonalnych siły zbrojnych. Wynikało to z ciągłego zaniepokojenia o równowagę terytorialną, powietrzną i morską nie tylko w Europie, ale również w innych miejscach na świecie.

Istnieją też inne wiarygodne dowody poddające w wątpliwość twierdzenie, że broń atomowa może zwiększyć bezpieczeństwo państwa. Wojna Jom Kippur mająca miejsce w 1973 r. jednoznacznie zaprzecza takiej tezie. Zarówno Egipt jak i Syria wiedzieli, że Izrael posiada broń nuklearną, niemniej obaj agresorzy podjęli decyzję o dokonaniu konwencjonalnej ofensywy. W rzeczywistości syryjski Blitzkrieg przez Wzgórza Golan, leżące u progu wschodniej granicy Izraela, otworzył armii napastnika dostęp do samego serca państwa żydowskiego. Walki, rozpoczęte serią incydentów zbrojnych nad rzeką Ussuri na granicy sowiecko-chińskiej wiosną 1969 r., wobec mocarstwa posiadającego broń nuklearną nie powstrzymały ChRL od dokonania agresji. W tamtych latach nie tylko Związek Sowiecki posiadał ten rodzaj potęgi, ale także Chiny. W przypadku wojny koreańskiej wiosną 1950 r. sytuacja była odwrotna. Chiny nie miały broni nuklearnej, jednak Pekin podjął decyzję o zaatakowaniu wojsk lądowych największego supermocarstwa nuklearnego w historii świata – Stanów Zjednoczonych. Choć należy dodać, że potencjał nuklearny USA w latach 50. XX w. nie był jeszcze, aż tak imponujący jak w późniejszych dekadach.

W czasach po zakończeniu zimnej wojny występują podobne przypadki na świecie. Wzajemne stosunki Indie-Pakistan w ostatnich trzech dekadach świadczą o tym, że broń nuklearna nie zmniejszyła rywalizacji między państwami. Jak gdyby w ogóle można było mówić, że narody dzięki tej potędze choć o trochę mogą uwolnić się ze stanu anarchii i ryzyka wojny. Oba wskazane kraje posiadały broń nuklearną już od końca lat 80. XX w., niemniej konflikty zbrojne w ich wzajemnych relacjach nie zanikły. Wiele razy Indie i Pakistan wplątywały się w ograniczone wojny. W omawianym okresie miały miejsce dwa poważne kryzysy w 1990 r. i w 1999 r. W tym ostatnim przypadku w wyniku starć granicznych w Kaszmirze, trwających jedenaście tygodni, zginęło ponad tysiąc żołnierzy po obu stronach nie licząc zniszczeń materialnych i ofiar wśród ludności cywilnej.

W końcu, spróbujmy dokonać analizy jak Federacja Rosyjska i Stany Zjednoczone po zakończeniu zimnej wojny postrzegały znaczenie konwencjonalnych sił zbrojnych. W tych nowych warunkach Rosja wyrażała bezustanny sprzeciw wobec rozszerzenia NATO, ostatnio wobec Czarnogóry, lub zbliżania się jego militarnej infrastruktury do rosyjskiej granicy. Wyraźnie widać, że Kreml nie uznaje argumentu, że potęga nuklearna może zapewnić Rosji absolutne bezpieczeństwo. Stany Zjednoczone także muszą brać pod uwagę równowagę sił konwencjonalnych w Europie. W końcu idea rozszerzenia NATO w jakiejś mierze opierała się o przesłankę, że Rosja może kiedyś próbować podbić kraje Europy Środkowo-Wschodniej. W swoim czasie nie bez powodów Stany Zjednoczone naciskały na Rosję, aby przestrzegała zakreślonych limitów w Traktacie o konwencjonalnych siłach w Europie, podpisanego 19 września 1990 r., zanim doszło jeszcze do rozpadu Związku Sowieckiego.

Najlepszym dowodem, że potęga konwencjonalna stanowi centralny czynnik równowagi lądowej, powietrznej i morskiej są obecne wydarzenia w Europie. Wzmacnianie flanki wschodniej przez NATO nie jest realizowane w oparciu o broń nuklearną, ale o ciężki sprzęt konwencjonalny, ponieważ to stanowi najlepszy środek i metodę zademonstrowania siły Sojuszu. W takich przypadkach broń nuklearna ma bardzo ograniczoną zdolność oddziaływania, poza werbalną retoryką i psychologiczną wojną jest to środek bezużyteczny. Wiedzą o tym doskonale Rosjanie, dlatego w swojej strategii osiągania realnych celów politycznych posługują się potęgą konwencjonalną. Tak było w przypadku Czeczenii, Gruzji, Ukrainy i Syrii.

Wszystkie państwa, w każdych warunkach strategiczno-militarnych, jeśli nie chcą być celem agresji, nie mogą odstąpić od priorytetu budowania nowoczesnego potencjału konwencjonalnego. Zastąpienie tej opcji nuklearną aberracją może być niebezpieczne. Wyrażane przekonanie, że nabycie lub produkcja małych arsenałów nuklearnych wraz z zakupem najtańszych środków przenoszenia będzie w stanie odstraszyć potencjalnego agresora w rzeczywistości naraża państwa na poważne problemy. Jeśli naród chce przetrwać w anarchii systemu międzynarodowego musi posiadać potęgę militarną, jej najważniejszy rodzaj, w osiągnięciu tego podstawowego celu, to nie broń nuklearna, ale konwencjonalna – tak uczy historia. W tej kwestii nie ma wyjątków od reguły, państwa które zaniedbują ten rodzaj siły lub rozpraszają swoją uwagę na nuklearnej iluzji mogą nie przetrwać kolejnej fali wojen ograniczonych.

Absolwent Uniwersytetu Szczecińskiego Instytutu Historii i Stosunków Międzynarodowych oraz Katedry Badań nad Konfliktami i Pokojem. Ekspert Europejskiego Instytutu Bezpieczeństwa. Zainteresowania: stosunki międzynarodowe teoria i praktyka
One Comment
  1. […] A. Brzeskot, „Dlaczego broń atomowa nie zwiększy …”, 10.X.2016, SZTAB.ORG […]

Comments are closed.

Leave a comment