Bezpieczeństwo Geopolityka

Polska nie powinna ulec Izraelowi

4 lutego 2018

author:

Polska nie powinna ulec Izraelowi

Państwa mają różne cele w swojej polityce narodowej, niemniej najważniejszy to przetrwanie narodu. Oczywiście jest to radykalne uproszczenie czynione dla dobra zrozumienia rzeczywistości jaka nas otacza. Nie ważne czy owo założenie jest prawdziwe czy nie, na pewno jest ono najrozsądniejsze i najbardziej użyteczne z możliwych. Poza przetrwaniem: cele, motywy i zadania państwa mogą być nieskończenie różne od ambicji podbicia świata po bycie pozostawionym w spokoju. Niemniej przetrwanie to warunek konieczny do osiągnięcia wszystkich pozostałych celów. W takich realiach polityka międzynarodowa przypomina Park Jurajski, w którym uchodzi niemal wszystko – nawet mylenie ofiar ze sprawcami Holocaustu.

Oczywiście w dążeniu do przetrwania rząd RP nie będzie w stanie kierować się doskonałą wiedzą i mądrością. Cokolwiek by te terminy oznaczały. Jednak bez względu na te ograniczenia Polska musi postawić sobie zadanie obrony dobrego imienia i pamięci własnego narodu – szczególnie przed zarzutami o udziale jego obywateli w ludobójstwie podczas II wojny światowej.

Choć należy zadać sobie pytania przy tych dywagacjach czy cel ten jest sprzeczny z logiką balance of power? Czy awantura Polski z Republiką Izraela lub nawet ze Stanami Zjednoczonymi poważnie zaszkodzi interesowi naszego kraju? Czy nie podkopie to naszych podstaw ekonomicznych i bezpieczeństwa narodowego? W mojej opinii na wszystkie te pytania można spokojnie odpowiedzieć – nie.

Dobre imię narodu jest związane z potęgą państwa i jest ważniejsze od płytkich i pozornych relacji z innymi narodami, tak samo jak przetrwanie państwa jest ważniejsze od bogactwa i dobrobytu. Obrona narodu góruje nad pozostałymi celami niepomiernie.

Naród jest najważniejszy. W sferze ekonomii dobrze zilustrował to Adam Smith w swoim dziele O bogactwie narodów (The Wealth of Nations). W 1651 r. Anglia wprowadziła w życie tzw. Akt Nawigacyjny (Navigation Act), była to ustawa, która miała charakter protekcjonistyczny (trochę podobnie jak nasza ustawa o IPN chroniąca Polaków), legislacja ta uderzała w handlowe interesy Holandii (Holandia była wówczas największą potęgą w Europie) ostatecznie ustawa ta sparaliżowała holenderską gospodarkę. Angielski akt prawny ustanawiał, że wszystkie dobra importowane na Wyspy Brytyjskie muszą być przewożone albo na angielskich statkach albo na jednostkach pochodzących z kraju producenta. Oczywiście Akt Nawigacyjny także zaszkodził angielskiej ekonomii, ponieważ Londyn ponosił ogromne straty z ograniczenia zasady wolnego rynku i handlu, czyli najlepszego mnożnika bogactwa i dobrobytu. Niemniej Smith zauważył, że legislacja ta była najmądrzejsza ze wszystkich regulacji handlowych i finansowych w historii Anglii. Ponieważ zaszkodziła ona bardziej największemu i najgroźniejszemu rywalowi Anglików – Holandii.

W sferze polityki historycznej Polska jest w trochę podobnej sytuacji wobec Izraela, jak Anglia w XVII w. wobec potęgi Holendrów, a więc potrzeby zwracania większej uwagi na zyski relatywne niż absolutne, ponieważ te ostatnie jedynie pogłębiają naszą wasalną pozycję w świecie.

Chcę jeszcze poruszyć dwa inne aspekty wokół napięcia polsko-izraelskiego. Pierwszy dotyczy zbieżności celów państwa, drugi znaczenia prestiżu narodu. W polityce każdego rządu występują cele, które mogą być ze sobą zgodne, a nawet komplementarne np. Plan Morawieckiego, jeśli zapewni Polsce silne fundamenty ekonomiczne to będzie to również sprzyjało bezpieczeństwu państwa. W myśl słów Jacob’a Viner’a „istnieje harmonia między bogactwem i dobrobytem narodu, a potęgą państwa”. Ze zbieżnością celów państwa mieliśmy też do czynienia w czasie zimnej wojny, kiedy Stany Zjednoczone próbowały promować demokrację na świecie, aby pokonać Związek Sowiecki, chociaż dla realistycznego dictum cel pokonania ZSRS też był najważniejszy, czyli przechylenia balance of power na stronę Zachodu. Jednak czasami dążenie do obrony narodu może być sprzeczne z innymi celami np. ideologicznymi. Wydaje mi się, że Polska znalazła się w takiej sytuacji.

Nasz kraj jest częścią liberalnego ładu międzynarodowego – i to jest fakt. Choć w dalszym ciągu Polska może postępować jak chce, bo jesteśmy suwerenni, to istnieją pewne wzory zachowania, mające swe źródło w strukturalnych ograniczeniach systemu. Rządy państw mogą być świadome nich i rozumieć w jaki sposób nagradzają one niektóre rodzaje zachowań, a karzą inne. Z drugiej strony mogą też ich nie dostrzegać albo nie umieć upodobnić własnego postępowania do panujących zwyczajów. W pewnym sensie można powiedzieć, że system dokonuje selekcji, czyli określa zasady gry, którą trzeba wygrać, a przy tym determinuje typ zwycięzcy.

Wpływ systemu na Polskę przejawia się, każdego dnia, choćby tym, że żaden polityk PiS’u, Kukiz’15, PSL , Nowoczesnej lub PO nie może sobie tak po prostu wyjść do opinii publicznej i powiedzieć, Polacy musicie poświęcić się dla ojczyzny, bo należy poprawić naszą balance of power w Europie i na świecie. Jeśli już taka potrzeba wystąpi to rządzący uczynią to w inny sposób albo przy pomocy moralnej krucjaty albo ideologicznego kontekstu, ale na pewno nie w kategoriach walki o potęgę. Sprawa ustawy o IPN, która penalizuje oskarżenia wobec Polaków o udziale w Holokauście pozwala rządowi RP przełamać te bariery.

Po pierwsze, stawia naród polski jednoznacznie wśród ofiar II wojny światowej – historycznie i moralnie jest to uzasadnione. Po drugie, rząd otrzymuje legitymizację od narodu do bardziej asertywnej polityki – to wzmacnia także jego prestiż o czym niżej. O ile politycy mogą maskować przed własną opinią publiczną, próbę poprawy balance of power, o tyle przed zewnętrznymi konkurentami jest to już niemożliwe. Jakiekolwiek ryzyko zmiany dystrybucji sił między Polską, a takimi państwami jak Izrael, Niemcy, Rosja, Ameryka… etc. spotka się z silną reakcją. Stąd zdecydowana odpowiedź państwa izraelskiego oraz Departamentu Stanu.

Dlaczego tak jest? Wszystkie państwa w systemie spontanicznie i nieformalnie ustanawiają pewne normy zachowania – jak wyżej już zaznaczyliśmy są one raczej liberalne niż realne. Innymi słowy system kontroluje swych członków: pojawiają się w nim bohaterowie i przywódcy. Izrael dla świata to większy bohater niż Polska, tak jak Ameryka jest lepszym wzorem do naśladowania niż Rosja. Zachowania zgodne z normami systemu są chwalone, czyli struktura samoistnie ulega wzmocnieniu. W efekcie socjalizacja sprawia, że państwa podporządkowują się normom, choć niektórzy z nich mogą uważać ten mechanizm za represyjny i skłaniać się do zachowań dewiacyjnych. Rzecz polega na tym, aby Polska uniknęła za wszelką cenę etykiety dewianta, a jednocześnie przełamała pewne bardzo niekorzystne wzory systemowe – na początku choćby tylko w obrębie narracji historycznej. Bo przecież nikt racjonalny nie może zgodzić się na szkalowanie własnego narodu.

Jeśli parlament izraelski – Kneset – przegłosuje uchwałę o tym, że Polska neguje Holokaust (lub prawo penalizujące umniejszanie udziału w zbrodniach popełnionych przez Niemców, czyli kolaboracji Polaków), będzie to nie tylko pewien rodzaj szyderstwa z naszego państwa i narodu, ale też środek przywołujący nas do porządku lub wręcz ostrzeżenie, że zostaniemy wykluczeni z systemu – lub z jego określonej grupy. Poza tym nie wydaje mi się, aby rząd RP nie dokonał pewnej analizy układu sił oraz oceny reakcji Izraela i USA przed podjęciem wiążących decyzji w krótko i długofalowej perspektywie – państwa nie są bezmyślne i nie idą na wojnę, kiedy wiedzą, że przegrają.

Kilka jeszcze słów chcę napisać o prestiżu narodu. Teorii o narodzinach lub restytucji państw są setki – w mojej ocenie najbliższą prawdy przedstawił Hobbes w Lewiatanie. W XX w. pierwsza restytucja Polski nastąpiła w 1918 r., druga miała miejsce po upadku komunizmu w 1989 r. Po tym wydarzeniu przyszła pora na wzmocnienie naszej suwerenności, czyli bezpieczeństwa narodowego, następnie gospodarki, potem był czas na prestiż międzynarodowy. W stosunkach międzynarodowych jest to prawidłowa sekwencja i dotyczy wszystkich aktorów nie tylko Polski. Z tych czterech aspektów polskiej podmiotowości największy problem przysparza nam ta ostatnia, czyli prestiż.

Po 1989 r., Polska cierpi na coś, co niegdyś określił Hans J. Morgenthau negatywną polityką prestiżu (w Polsce używa się określenia „pedagogika wstydu” lub „wstawanie z kolan”). Nasza najnowsza historia podmiotowości państwa wpadła w dwie skrajności. Z jednej strony było błędem II RP angażowanie się w politykę blefu. Z drugiej nie mniejszy błąd popełnia III RP przez zadowolenie się reputacją potęgi nieodzwierciedlającej naszej rzeczywistej siły. Jak bardzo jest to niebezpieczne zjawisko można zobaczyć przez pryzmat dwóch przypadków historycznych –  Stanów Zjednoczonych i Związku Sowieckiego. Jedni chcieli być pozostawieni w spokoju drudzy chcieli podbić świat.

W latach 20. i 30. XX w. Ameryka posiadała już ekonomiczne podstawy najpotężniejszego państwa na świecie i otwarcie zadeklarowała sprzeciw wobec niemieckiego i japońskiego imperializmu. Jednak Japonia i III Rzesza prowadziły taką politykę jakby Ameryka w ogóle nie istniała. Wyrazem tej pogardy był japoński atak na Pearl Harbor. Prestiż USA był tak niski, że Hitler w zaledwie w rok po dojściu do władzy oświadczył że „Z Ameryki żaden żołnierz. Militarna nieskuteczność widomie świadczy o niższości i dekadencji tego Nowego Świata”. W końcu III Rzesza i faszystowska Italia zamiast trzymać Stany Zjednoczone z dala od europejskiej wojny prowokowały wręcz Amerykanów do jej przystąpienia.

Jedną z przyczyn tej deprecjacji prestiżu Ameryki była niemożność dania czytelnego świadectwa innym państwom, że Wuj Sam posiada materialne i niematerialne zasoby, które może przekuć w potęgę militarną. Amerykanie postępowali wbrew tej logice, udowodnili światu, że nie tylko nie chcą, ale nawet nie są w stanie tego dokonać. Spotkała ich za to surowa kara w postaci pogardy i lekceważenia, a w ostateczności ataku ze strony wrogów.

Związek Sowiecki znalazł się w podobnych opałach, ale nie z powodu obojętności na sprawę prestiżu, ale z porażki jego polityki. Sowieci po prostu nie cieszyli się na Zachodzie wielkim uznaniem – wbrew pozorom i tezie o pożytecznych idiotach. Polityczny prestiż ZSRS runął w trakcie kryzysu czechosłowackiego w 1938 r., kiedy Wielka Brytania i Francja wybrały Hitlera za partnera do rozmów o pokoju w Europie. Ostatecznie militarny prestiż ZSRS runął w 1939/40 r. podczas wojny zimowej z Finlandią. Brak prestiżu narodowego był jednym z czynników, które przekonały sztab niemiecki oraz sztaby aliantów, że ZSRS ugnie się pod niemieckim atakiem.

Jaki jest z tego wniosek dla Polski? Państwo polskie jeśli chce przetrwać i zapewnić sobie sukces nie może lekceważyć rozziewu między kwestią prestiżu, a rzeczywistą potęgą. Efektywna umiejętność obrony dobrego imienia i pamięci własnego narodu waży tutaj bardzo wiele. Jeśli sami do siebie nie będziemy mieli szacunku nasi konkurenci tym bardziej nie będą nas szanowali. Zadanie to jest bardzo trudne, ponieważ mądrze przemyślana polityka prestiżu polega na zademonstrowaniu potęgi państwa, by nie ujawnić zbyt wiele i zbyt mało. W sporze z Republiką Izraela lub nawet z USA musimy znaleźć ten złoty środek, aby nasze udziały wzrastały, a nie topniały.


Link: mil.link/pl/polska-ulec-izraelowi/

Krótki link: mil.link/i/polizr


 

Absolwent Uniwersytetu Szczecińskiego Instytutu Historii i Stosunków Międzynarodowych oraz Katedry Badań nad Konfliktami i Pokojem. Ekspert Europejskiego Instytutu Bezpieczeństwa. Zainteresowania: stosunki międzynarodowe teoria i praktyka
One Comment
  1. […] A. Brzeskot, „Polska nie powinna ulec Izraelowi”, 4.II.2018, SZTAB.ORG […]

Comments are closed.

Leave a comment