Terroryzm

Karanie schwytanych dżihadystów

7 lipca 2019

author:

Karanie schwytanych dżihadystów

Kiedy Państwo Islamskie (znane także pod akronimami ISIS, ISIL lub IS) zostało pozbawione resztek terytoriów, które nie tak dawno stanowiły jego Kalifat, wielu wieszczyło, że to niechlubny koniec tej organizacji. Nic bardziej mylnego. Pomimo, że ISIL nie kontroluje już terenów w Syrii ani Iraku, problemy niegdyś przez nie wygenerowane pozostają ciągle aktualne. Straty terytorialne nie oznaczają, że ideologia, która przyciągnęła tysiące bojowników do Dżihadu kierowanego przez Abu Bakr al.-Bagdadiego stała się w jakikolwiek sposób mniej zachęcająca dla potencjalnych rekrutów, a wręcz przeciwnie.

Co prawda jest mniej prawdopodobnym, aby nowe szeregi dżihadystów  podróżowały na Bliski Wschód, lecz zamiast tego mogą wykazać się one większym zaangażowaniem do przeprowadzania zamachów terrorystycznych w krajach, w których mieszkają.

Inną kwestią, poruszoną już jakiś czas temu, jest dylemat dotyczący tego, co zrobić z pojmanymi bojownikami ISIS,  a nierzadko także ich rodzinami, przebywającymi w przepełnionych obozach uchodźczych. Chociaż prawdą jest, że niektóre kraje zdecydowały się na repatriację pojedynczych jednostek (o czym będzie mowa poniżej), to jednak mowa tutaj łącznie o kilkunastu osobach, co w żaden sposób nie rozwiązuje problemu. Podobny problem dotyczy również dżihadystów, którzy należeli do innych organizacji terrorystycznych.  W Stanach Zjednoczonych znaczna ich liczba zostanie wkrótce wypuszczona z więzień. W ostatnich tygodniach, uwagę mediów zajmował przypadek „Amerykańskiego Taliba”, Johna Walkera Lindha.

Lindh dorastał w raczej zamożnej rodzinie. Po konwersji na Islam wyjechał na Bliski Wschód, by nauczyć się języka arabskiego. Po pobycie w Jemenie przeniósł się do Pakistanu, gdzie dołączył do jednej z terrorystycznych bojówek. Wkrótce rozpoczęło się jego szkolenie w obozach treningowych, prawdopodobnie podczas którego poznał osobiście Osamę bin Ladena.

Po atakach z dziewiątego września walczył w Afganistanie przeciwko wojskom amerykańskim ramię w ramię z członkami Al-Kaidy, aż do momentu schwytania. Po przewiezieniu do USA media szybko nadały mu przydomek „Amerykańskiego Taliba”, a sąd skazał go na dwadzieścia lat więzienia. Końcem maja wyrok Lindha został skrócony o trzy lata, na co wpływ miało mieć jego „dobre zachowanie” podczas pobytu w więzieniu.

Jednakże, jego wcześniejsze zwolnienie nie oznacza, że nie stanowi on już żadnego zagrożenia dla mieszkańców USA, a wręcz przeciwnie – decyzja o wcześniejszym wypuszczeniu „Amerykańskiego Taliba” na wolność jest szokująca ze względu na oznaki jego ciągłego wsparcia dla dżihadu. Lindh, w trakcie odbywania swojej kary, był rzekomo zaangażowany w tłumaczenie tekstów o charakterze ekstremistycznym i co więcej – nie krył się on ze swoimi sympatiami do ISIS. Po wyjściu na wolność pozostanie on pod  ścisłą kontrolą, ograniczone będą między innymi jego możliwości podróżowania i komunikacji. Jednakże, podchodząc do tego tematu realistycznie, można śmiało przypuszczać, że nawet najsurowszy reżim kontrolny może zawieść.

Kwestia tego, co należy uczynić z pojmanymi dżihadystami jest poważnym problemem dla służb specjalnych, wymiaru sprawiedliwości, jak również i polityków. Wydaje się, że nie ma idealnego rozwiązania tego problemu, a każde z proponowanych ma swoje minusy. Kara śmierci, która będzie nieco szerzej skomentowana poniżej, eliminuje poszczególnych terrorystów i zarazem zagrożenie, które stanowią, jednak nierzadko jest ona czynnikiem mobilizującym dla nowych rekrutów dżihadu. Protest przeciwko jej stosowaniu wyrażają również zwolennicy liberalizmu.

Programy deradykalizujące, którym poddawani są osadzeni terroryści również nie zawsze przynoszą spodziewane efekty. Przetrzymywanie ich w miejscach pokroju Guantanamo Bay, a następnie wypuszczanie ich na wolność również wydaje się być bezzasadne, co ilustruje raport amerykańskiego Biura Dyrektora Wywiadu Narodowego1. W raporcie tym można zauważyć statystykę, z której wynika, że niemała liczba osadzonych w Guantanamo Bay, po powrocie na wolność, na nowo przyłączyła się do Dżihadu. 

Przykładem niewłaściwego funkcjonowania polityki osadzania ekstremistów w więzieniach i wypuszczania ich po pewnym czasie jest Abu Bakr al.-Bagdadi, lider Państwa Islamskiego. Chociaż nigdy nie przebywał w Guantanamo Bay, to był osadzony w okrytych niemniejszą „sławą” więzieniach Abu Gharib i Camp Bucca, gdzie jego poglądy uległy znacznej radykalizacji i podsyciły jego nienawiść do Amerykanów.

W tej historii najbardziej ironicznym jest fakt, iż al-Bagdadi został zwolniony z więzienia ponieważ uznano, że nie stwarza on szczególnego zagrożenia. Liczba badaczy, naukowców i dziennikarzy zajmujących się tematyką wpływu ośrodków typu Guantanamo Bay czy Abu Gharib na osadzonych w nich terrorystów rośnie, a niektórzy z akademików wprowadzili do użycia nazwy precyzyjnie sugerujące jaki charakter miały te miejsca dla dżihadystów i do czego im służyły. Spośród nich na szczególną uwagę zasługują terminy takie jak „inkubatory radykalizacji”2, „centra rekrutacyjne i obiekty szkoleniowe”3, czy też „uniwersytety dżihadu”4.

W ostatnich tygodniach, kilku obywateli Francji, którzy walcząc po stronie ISIS zostali schwytani w Syrii bądź Iraku, zostało skazanych przez iracki sąd na śmierć. Poddanie ich takiej karze rzeczywiście eliminuje zagrożenie jakie powodują, jednakże, jak wspomniano wyżej, taka kara może stanowić źródło inspiracji dla nowych rekrutów, którzy będą chcieli pomścić straconych terrorystów.

Reakcja francuskich oficjeli była nieco sprzeczna – nadal odmawiając wzięcia odpowiedzialności za francuskich dżihadystów walczących w szeregach tzw. państwa islamskiego, innymi słowy odmawiając ich repatriacji do kraju, publicznie sprzeciwili się wydanemu wyrokowi. Oba elementy tego zachowania są jednak wytłumaczalne – Francja, jako liberalny kraj demokratyczny, jest przeciwna karze śmierci, która jest tam nielegalna od 1981 roku, a i sądzenie pojmanych we Francji stanowiłoby o wiele większą trudność niż w Iraku.

Chociaż sądy irackie prawdopodobnie nie dają pojmanym dżihadystom szansy na w pełnie sprawiedliwy proces, oferują one jednak minimum sprawiedliwości, i co najważniejsze dla krajów takich jak Francja – rozwiązuję one „problem”. Jest więc raczej mało prawdopodobne, aby Francja i inne kraje, znajdujące się w podobnej sytuacji, wywierały silniejsze naciski na zmianę zasądzonych wyroków.

Chcąc maksymalnie zredukować zagrożenie płynące ze strony pojmanych terrorystów, całkiem dobrym, chociaż raczej utopijnym, rozwiązaniem tej mocno problematycznej kwestii byłoby zwiększenie kar za przynależność do organizacji o charakterze terrorystycznym, być może nawet osadzenie wszystkich pojmanych dżihadystów w więzieniach z wyrokami dożywocia, bez możliwości ubiegania się o wcześniejsze zwolnienie, ze względu na zagrożenie, które, przynajmniej część z nich, stanowiłaby po powrocie na wolność.

Dodatkowo, powinni oni być strzeżeni przez międzynarodowe jednostki wojskowe, których członkowie byliby poddawani rygorystycznej selekcji i szczegółowym badaniom zdrowia fizycznego i psychicznego, które powinny być regularnie powtarzane. Ponadto, żołnierze i strażnicy odpowiedzialni za porządek w takim ośrodku powinni mieć niezszargane i nieskazitelne historię służby, opinię i stosunek do swojej pracy.

Środki bezpieczeństwa w takim więzieniu powinny być najwyższych możliwych standardów, a koszty utrzymania powinny zostać podzielone pomiędzy społeczność międzynarodową, a zwłaszcza kraje, z których pochodziliby osadzeni dżihadyści. Oprócz osadzonych w takim więzieniu terrorystów nie powinno być tam żadnych innych więźniów. Takie rozwiązanie powinno, w teorii, rozwiązać tę kwestię, poprzez trwałe usunięcie dżihadystów z ich społeczeństw. Powinno być ono również akceptowalne dla tych, którzy sprzeciwiają się karze śmierci.

W rzeczywistości jednak, kraje zachodnie nie garną się do wzięcia odpowiedzialności za swoich obywateli złapanych podczas walk w szeregach ISIS i wolą zostawić ten problem władzom krajów, w których zostali oni schwytani bądź znajdują się obecnie. Kraje zachodnie rzadko interweniują w sprawie pojmanych dżihadystów, jednak nawet kiedy to robią jest to raczej obliczone na ‘zachowanie twarzy’.

Niemniej jednak, na uwagę zasługuje fakt, że władze francuskie, holenderskie i amerykańskie zdecydowały się na repatriację znikomej liczby kobiet i dzieci (kolejno dwanaścioro sierot, dwoje sierot, oraz dwie kobiety i szóstkę dzieci), których mężowie i ojcowie byli członkami ISIS. Trzeba jednak podkreślić, że w żaden sposób nie rozwiązuje to problemu przepełnionych obozów, w których znajdują się tysiące takich osób.

Wypuszczanie na wolność terrorystów islamskich, obojętne czy należeliby oni do ISIS, Al-Kaidy, czy jakakolwiek innej organizacji, zawsze pozostanie ryzykiem. Niezbędnym minimum, jakie międzynarodowa społeczność państw powinna zrobić, aby nie zwiększać zagrożenia dla swoich obywateli wydaje się być zwiększenie kar więzienia dla pojmanych dżihadystów – nawet do dożywocia – i osadzanie ich w zamkniętych więzieniach, gdzie przebywaliby oni pod ścisłą kontrolą i bez możliwości kontaktu z innymi więźniami.

1.Link do podsumowania raportu https://www.dni.gov/files/documents/Newsroom/Reports%20and%20Pubs/9-25-17_Ref_D_Unclass_GTMO_Report_17-00708_U_FINAL.pdf

2. Fawaz Gerges, ‘ISIS. A History’, Princeton and Oxford: Princeton University Press 2016, str. 84

3. Anrew Thompson i Jeremi Suri, ‘How America Helped ISIS. New York Times’, The New York Times, 1 październik 2014 https://www.nytimes.com/2014/10/02/opinion/how-america-helped-isis.html

4. Michael Weiss i Hassan Hassan, ‘ISIS. Inside the Army of Terror, New York: Regan Arts 2015, str. 83

Student International Security na Uniwersytecie w Warwick w Wielkiej Brytanii. Absolwent Politics with International Relations na Uniwersytecie w Yorku. Rok spędzony na Uniwersytecie w Bergen w Norwegii. Wielokrotnie pisał o terroryzmie, konfliktach, sytuacji w Syrii, agencjach wywiadowczych i kontrwywiadowczych w kontekście ich wpływu na bezpieczeństwo.